Słyszę, więc piszę. BLOG Adama Grzybowskiego

piątek,

09 sierpnia 2013

11:15

Po prośbie w sprawie ambasadora Kraśki

Na wszystko jest sposób. Należy tylko grzecznie i cierpliwie. Także, gdy przyjdzie pocałować klamkę. Albo amerykańskiego dyrektora. - Od czegoś trzeba zacząć – żartuje mężczyzna, który odbił się od drzwi, za którymi kiedyś przyjmowano interesantów elektrowni. Trochę już nadgryziona zębem czasu kartka informuje o likwidacji biura obsługi klienta. „Będziemy bliżej Was” – uzasadnia.

blog21 ambasador„Bliżej nas” oznacza przeprowadzkę z ul. Grottgera 7 w Sopocie na ul. 10 Lutego 33 w Gdyni. Trudno pojąć jak wykombinowali, że mieszkańcom Sopotu będzie bliżej do Gdyni, niż do centrum Perły Bałtyku?

Oczywiście zawsze jest jakaś alternatywa. Można zaapelować: „bądźcie dalej, niż bliżej, ale przywróćcie nam biuro!”, albo zmienić operatora. Można też wziąć tę niedogodność za dobrą monetę. Niektórzy na przykład, w ramach zdrowego stylu życia, pokonują 10-kilometrowe odległości pieszo, rowerem i wpław, mając w dodatku widoki na 60 tys zł do podziału dla najlepszych za udział w tzw. triathlonie.

Akurat jest taka możliwość w Gdyni, gdzie wśród setek zainteresowanych znaleźli się nawet specjalnie sprowadzeni z Warszawy celebryci. W tym znani artyści: Borys Szyc i Robert Rozmus - „ambasadorzy” imprezy. Bardzo zachwalali reżim treningowy i jego dobroczynne skutki potęgowane konsumpcją suplemtarnych smakołyków. Rozmus w porywie szczerości sugerował nawet, że wpłynęło to dobrze na jego wygląd. Czemu trudno zaprzeczyć, porównując urodę Rozmusa z Ramzesem (11 faraonów do wyboru).

Niestety, niezamierzoną łyżką dziegciu w beczce suplmentarnego miodu okazały się nie sportowe emocje, lecz altruizm Piotra Kraśki - dziennikarza/ redaktora/ dyrektora publicznej TVP. Otóż branżowe portale „Press” i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich zainteresowały się, ile też ambasador zarobi na sławieniu fruktów, którymi handluje organizator.

Na nic zdały się jego przysięgi o czystości intencji i umiłowaniu zdrowia. Daremne zapewnienia, że w tym co robi - krzty niczyjej reklamy: ani smakołyków firmy sponsorskiej, ani nawet producentów rowerów (tu – nazwa marki). Na nic oświadczenia dyrekcji i wiara zarządu telewizji w szczerość pracownika.

Nawet r
ed. Jacek Rakowiecki rzecznik TVP, zapewnił mnie osobiście o „całkowicie jasnej, uczciwej i wręcz godnej pochwały z punktu widzenia TVP” postawie kolegi. Wszystko na nic. Sponsor oficjalnie przedstawia Kraśkę, jako systematycznego i notorycznego konsumenta wymienianych z nazwy swoich produktów.

Podobno wykorzystuje jego dobroduszność i
bezinteresowność. Rzecznik TVP zapewnia bowiem, że telewizja nie ma żadnych ani jawnych, ani poufnych porozumień z triathlonowym potentatem. Ma też nadzieję, że może sam Kraśko zareaguje.

Ja bym się też jego nie czepiał. Jest dość innych sposobów, by takiemu dokuczyć. Ale nie mogłem odmówić red. Rakowieckiemu, który napisał: „Sądzę, że po Pańskiej publikacji [firma] może stwierdzić, czy taka wątpliwa moralnie praktyka jest opłacalna”.

Broniąc więc pryncypiów i kasy telewizji publicznej przystępuję niniejszym do nawracania amerykańskiej korporacji na drogę cnoty. Bardzo i serdecznie proszę jej szefów: nie wykorzystujcie Kraśki, jak - nie przymierzając poprzednicy - Indian czy Murzynów! Poświęcił tyle zdrowia, czasu i własnych pieniędzy, żeby zostać całkiem darmo waszym ambasadorem pokonywania przestrzeni wodnych i lądowych oraz własnych słabości. A wy mu wbrew?! I zapłaćcie telewizji za posługiwanie się w reklamie wizerunkiem Kraśki. Każdy grosz się jej przyda!  


*          *          *
Podobno rzeczywistość nie zawsze jest tym, czym się wydaje – twierdzi Sir Terence David John Pratchett zasłużony dla literatury kawaler Orderu Imperium Brytyjskiego. Odmówić mu racji?