Słupsk
Sprzedaż alkoholi była źródłem sporej części dochodów sklepu (Fot. Pixabay)

środa,

12 czerwca 2019

16:38

Jest 57 czy 27 metrów? Spór między słupskimi urzędnikami a właścicielem sklepu o odległość do przedszkola

Zdaniem władz miasta sklep znajduje się zbyt blisko przedszkola, dlatego koncesję odebrano. Z kolei właściciel uważa, że źle zmierzono odległość. Teraz, po 25 latach działalności, sklep spożywczy przy Niemcewicza może zostać zamknięty. - Dzisiaj zamiast 2 tys. zł dziennego obrotu mam 600 zł. Z takich pieniędzy nie opłacę składek ZUS, ani nie zapłacę podatku - mówi właściciel Zbigniew Ogonowski.

Sklep znajduje się przy ul. Niemcewicza, dosłownie na rogu kamienicy, która sąsiaduje z terenem przedszkola. Do placówki wiedzie brama, przez którą trzeba przejść, aby dotrzeć do głównego wejścia.

- I o to się rozbija - dodaje Zbigniew Ogonowski. - Przedłużenia koncesji nie otrzymaliśmy, bo według obowiązującego od ubiegłego roku prawa (uchwały rady miejskiej o zasadach sprzedaży alkoholu w mieście), nasz sklep znajduje się zbyt blisko przedszkola miejskiego. Straż miejska zmierzyła odległość od drzwi sklepu do bramy. Wyszło 27 metrów, tymczasem według naszych pomiarów, do wejścia jest 57.

CZY BRAMA JEST WEJŚCIEM DO PRZEDSZKOLA?

Wniosek o przedłużenie koncesji odrzucono, bo zgodnie z decyzją Komisji Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w Słupsku sklep jest usytuowany zbyt blisko przedszkola. Odległość była mierzona od drzwi wejściowych, przeznaczonych dla klientów, aż do „ogólnodostępnego wejścia do obiektu wymienionego w uchwale Rady Miejskiej w Słupsku z 25 kwietnia 2018 roku", czyli do „ogólnodostępnego wejścia w ogrodzeniu trwałym".

- A powinni zmierzyć ją do drzwi przedszkola. Porozumiałem się już z prawnikiem i przyznał mi rację. Będę się odwoływać - dodaje Zbigniew Ogonowski.

WSZYSCY SĄ RÓWNI WOBEC PRAWA

Wiceprezydent Słupska Marta Makuch odniosła się do tego problemu, twierdząc, że wszyscy przedsiębiorcy w mieście traktowani są równo. - Wszyscy muszą przestrzegać prawa, ale przyjrzę się tej sprawie bliżej - zaznacza.

CO MÓWIĄ PRZEPISY?

Przeciwdziałanie alkoholizmowi należy do zadań gminy. Podstawowym aktem prawnym w tej materii jest ustawa z dnia 26 października 1982 roku o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Już pierwszy artykuł ustawy nakłada na organy administracji publicznej, w tym głównie samorządowej, ogólny obowiązek ochrony społeczeństwa przed problemem alkoholowym. Można w nim przeczytać, że: Organy administracji rządowej i jednostek samorządu terytorialnego są obowiązane do podejmowania działań zmierzających do ograniczania spożycia napojów alkoholowych oraz zmiany struktury ich spożywania, inicjowania i wspierania przedsięwzięć mających na celu zmianę obyczajów w zakresie sposobu spożywania tych napojów, działania na rzecz trzeźwości w miejscu pracy, przeciwdziałania powstawaniu i usuwania następstw nadużywania alkoholu, a także wspierania działalności w tym zakresie organizacji społecznych i zakładów pracy.

Rząd przerzuca więc odpowiedzialność w tym zakresie na władze lokalne. To one bowiem powinny znać lepiej strukturę i problemy miejscowego społeczeństwa. Konkretne zobowiązania ciążą tutaj na radach gmin, które muszą w drodze uchwały określić: maksymalną liczbę zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych, czyli w praktyce maksymalną liczbę sklepów monopolowych i innych punktów sprzedaży na danym terenie, zasady usytuowania na terenie gminy miejsc sprzedaży i podawania napojów alkoholowych.

SĄ WĄTPLIWOŚCI

Ustawodawca w żaden sposób nie określił – nawet ogólnikowo – jakiego rodzaju zasady usytuowania sklepów monopolowych mają zostać ustalone. Dlatego też uchwały w tym zakresie są często kwestionowane przez wojewodów.

- Mam nadzieję, że prawo stanie po mojej stronie, przecież dzieci z przedszkola nawet nie zaglądają do mojego sklepu, tylko są odbierane przez rodziców - dodaje właściciel spornego sklepu.

Marcin Kamiński/pb