Słupsk
(Fot. Radio Gdańsk/Przemysław Woś)

środa,

20 stycznia 2021

11:25

Słupski sanepid wszczął postępowanie ws. działania pubu. Właściciel: "Musiałem otworzyć albo zbankrutować"

Sanepid w Słupsku wszczął postępowania administracyjne w sprawie otwartego pubu. Właściciel lokalu przyznaje, że rozpoczął normalną działalność za zachowaniem reżimu sanitarnego, bo groziła mu plajta.
Henryka Kisiel, rzecznik słupskiego Sanepidu potwierdziła, że kontrolerzy byli w lokalu. - Wszczęto postępowanie administracyjne, zgodnie z KPA strona ma prawo wypowiedzieć się, złożyć swoje wyjaśnienia, swoje żądania, wypowiedzieć się co do ustaleń faktycznych. Na tej podstawie inspektor podejmie decyzję co do dalszego postępowania. Co do ustaleń faktycznych, teraz nie chcę się wypowiadać - dodaje Heryka Kisiel.

KILKUKROTNA KONTROLA POLICJI

Również Monika Sadurska z Komendy Miejskiej Policji w Słupsku przyznaje, że patrol już kilka razy był w lokalu, ale, jak podkreśla, funkcjonariusze asystowali przy czynnościach wykonywanych przez pracowników sanepidu. - Z przeprowadzonych przez nas ustaleń wynika, że w Słupsku działalność wznowił jeden lokal gastronomiczny. Funkcjonariusze kilkukrotnie kontrolowali go i sprawdzali, na jakich zasadach działa. Sporządzili dokumentację służbową, która celem realizacji dalszych czynności została przekazana została przekazana do sanepidu, organu wiodącego w tej sprawie - dodaje Monika Sadurska.

"MUSIAŁEM OTWORZYĆ ALBO ZBANKRUTOWAĆ"

Właściciel lokalu Aleksander Figurski podkreśla, że zachowuje wszystkie zalecenia służb sanitarnych, ale lokal otworzył tydzień temu, bo jak podkreśla, nie miał innego wyjścia. - Jeden lokal już zamknąłem, bo splajtował. Na zamknięcie drugiego nie mogę sobie pozwolić. Musiałem otworzyć albo zbankrutować. Nie mam na opłacenie czynszu, pracowników, kredytu i na życie rodziny, bo nie zarabiam. Klienci zareagowali fantastycznie, wspierają nas i chcą, żebyśmy działali. Zamawiali również jedzenie dla nas, zostawiali napiwki. Była kontrola sanepidu, kilka razy była policja. Nie mam do nikogo pretensji. Wykonują swoje obowiązki, mam pretensję do tak zwanej góry, że utrudnia nam normalną działalność. My działamy w reżimie sanitarnym, tak jak po "odmrożeniu gastronomii" w połowie ubiegłego roku. Przestrzegamy wszystkich zasad i prosiłem żeby to zaznaczono w tym protokole sanepidu. Nie czuję się jak ktoś, kto łamie prawo, ja walczę o swój byt, biznes i pracowników. Jeśli ktoś uważa, że w lokalu jest zagrożony zakażeniem to może nie przychodzić. Jednak nie sądzę by ryzyko było większe niż w otwartych sklepach wielkopowierzchniowych czy spożywczych ogólnopolskich sieci. Nie pozwolę odebrać sobie tego, co przez pięć lat ciężką pracą, kredytami i wyrzeczeniami tworzyłem. - mówi Aleksander Figurski.

Przyznaje, że z rządowej pomocy dla firm otrzymał kilkanaście tysięcy złotych, ale, jak podkreśla, to niewielka część kosztów, które, mimo zamknięcia, generował lokal.

Za naruszenie zasad dotyczących działalności lokali gastronomicznych grozi kara do 30 tysięcy złotych. Właściciel pubu przy ulicy Szczecińskiej w Słupsku podkreśla, że jest gotowy na spór sądowy w przypadku, gdyby został ukarany.

 

Przemysław Woś/pOr