Pomorze biega
Fot. Jacek Deneka (Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich)

niedziela,

08 września 2019

10:02

Bieganie to dla mnie hobby, przyjemność i odpoczynek – mówi Agnieszka Machalica

Praca, dom, telewizja, spanie – tak najczęściej wygląda codzienna rutyna statystycznego zjadacza chleba w Polsce.
Brak zainteresowań czy nie posiadanie jakiejkolwiek pasji powoduje, że ludzie szybko się wypalają, co w konsekwencji może prowadzić do wielu chorób cywilizacyjnych. Są jednak osoby, które nie znają takiego słowa jak nuda i chętnie angażują się w różnego rodzaju inicjatywy.   

Takim kimś jest ultramaratonka Agnieszka Machalica, znana w środowisku trójmiejskiego biegania jako koordynatorka parkrun Gdańsk. O tym jak bieganie stało się jej życiową pasją, opowiada w rozmowie z Maciejem Gachem.

Maciej Gach: Jak w Twoim życiu pojawiło się bieganie?

Agnieszka Machalica: Regularne biegać zaczęłam pięć lat temu. Natomiast wcześniej zdarzało mi się truchtać z psem, ale to było dobre kilkanaście lat temu.

A jak taki pierwszy biegowy trening wyglądał u Ciebie?

Na pierwszy trening umówiłam się z biegającą koleżanką na tydzień w przód, mówiąc jej, że przebiegnę z nią 7-8 km w terenie. Jeszcze wtedy nie biegałam, więc zaczęłam przygotowania do tego niezwykle długiego wybiegania, Wychodziłam więc codziennie na 3 km i każdego dnia dokładałam 500 metrów. Po tygodniu byłam gotowa i przebiegłyśmy rozmawiając ponad 8 km. Nie było to jakieś trudne. gdyż w tamtych latach codziennie jeździłam na rowerze i ćwiczyłam jogę.

Później zaczęła się u Ciebie era uczestnictwa w zawodach. Zaczęłaś od parkruna, a półtora roku później zadebiutowałaś już na królewskim dystansie. Nie za szybko zdecydowałaś się na udział w Gdańsk Maratonie?

W tamtym okresie zrobiłam parę dyszek i jedną połówkę w Gdańsku, więc nie był to taki totalny przeskok, jak się może wydawać na pierwszy rzut oka.

Gdańsk Maraton copy copy

W zasadzie po zaliczeniu Gdańsk Maratonu, nie tylko nie wróciłaś do biegania krótszych dystansów, ale porzuciłaś bruk na rzecz terenu.

Zgadza się, bo po pierwsze za dużo ludzi w nich biegało, a ja nie lubię spędów. Druga rzecz, to zasmakowałam hasania po lesie, które były częścią przygotowań z Radkiem Dudyczem do gdańskiego maratonu. I to właśnie dlatego porzuciłam asfalt. Po prostu uwielbiam naturę, góry, lasy, łąki i tam czuję się częścią tego świata, tam odpoczywa moja głowa, a problemy robią się nieistotne. No i euforia osiągana na łonie natury jest nieporównywalna z niczym innym!

Tym sposobem pojawiło się u Ciebie ultra. Jak wspominasz swój debiut na dystansie dłuższym, niż przysłowiowy maraton?

Pierwsze ultra to był Trójmiejski Ultra Track na 65 km. Cudowny bieg po okolicznych lasach i kilka godzin na haju wśród biegowych znajomych. Generalnie biegi ultra są wspaniałe, bardziej kameralne, charakteryzujące się świetnym towarzystwem i przede wszystkim ekologicznym podejściem do życia.

Agnieszka Machalica                                                                        Piotr Dymus

Udaje Ci się łatwo zagospodarować czas, aby wyjść na 20 km czy 30 km truchtania po lesie?

Ultra wymaga czasu, a długie wybieganie to kilka godzin poza domem i trzeba to zgrać z pracą, dziećmi, życiem towarzyskim. Dlatego biegamy w małym gronie, głównie damskim, ponieważ łatwiej się wtedy zgrać czasowo, mentalnie i tempowo. Znamy nasze potrzeby i możliwości. Regularnie dystanse 20 km+ i nieregularnie 30 km+. Najczęściej we dwie, trzy osoby. Sama biegam kiedy tylko czas pozwala – rano, zanim córki wstaną. w środku dnia jak praca pozwala, wieczorami i nocą z koleżankami. Zresztą te biegowe koleżanki stały się życiem towarzyskim i najmniej problematycznymi osobami jakie znam. A swoją drogą to ultrasi są specyficznym gatunkiem – mają inne priorytety niż biegacze krótkich dystansów, inne ego, choć i tu zdarzają się wyjątki.

Ile liczył najdłuższy dystans jaki udało Ci się przebiec?

Dotychczas najwięcej przebiegłam 102 km w ramach Kaszubskiej Poniewierki i Warnelandu. W tym roku próbowałam 130 km na Super Trail podczas Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich, ale zeszłam w połowie. Zrezygnowałam dla własnego zdrowia, bo nie chciałam zbyt męczyć nóg na asfalcie.  

Jesteś osobą szczupłą, a jak wiadomo – przygotowanie do takich imprez pochłania sporo energii? Stosujesz jakieś specjalne diety czy odżywiasz się tak jak każdy przeciętny człowiek?

Odżywianie powinno być zdrowym nawykiem, a nie wyzwaniem. Staram się jeść normalnie, co dla mnie oznacza brak fast foodów, gazowanych napojów i innego kalorycznego śmiecia. Mam odżywki białkowe, ale z reguły ich nie biorę, gdyż staram się regenerować naturalnie: sen, dieta, odpoczynek, kąpiele i przede wszystkim nie obciążać organizmu ponad miarę. Generalnie planuję biegać dożywotnio, a to wymaga rozsądnego podejścia do sprawy.

Każdy może być ultrasem?

Nie mnie to oceniać, ale biegając ultra trzeba być przygotowanym na wszelkie niedogodności – natura rządzi i to my jesteśmy najsłabszym ogniwem, dlatego nie ma tutaj miejsca na wszelkie narzekania, że pada, że mokro, że ślisko itd.


Warto dodać, że od prawie dwóch lat jesteś koordynatorką parkrun Gdańsk. Pamiętasz swój pierwszy parkrun?

To było w styczniu 2015 roku. Przed startem rozważania czy zmieszczę się w 30 minutach. Bieg rozpoczęłam za szybko i frycowe trzeba było zapłacić już na trzecim kilometrze. Zastanawiałem się czy nie zejść, ale jakoś doczłapałam się do mety, osiągając 25 minut i 14 sekund. Dopiero na trzecim parkrunie udało mi się nie popędzić za tłumem i spokojnie przebiec 5 km swoim tempem.

Najpierw wspomagałaś pierwszą ekipę koordynatorów jako niezastąpiony wolontariusz. Później przejęłaś koordynatorską pałeczkę. Z perspektywy czasu nie żałujesz podjętej decyzji?

Po dwóch latach biegania na parkrunie zaczęłam Tobie i Lechowi pomagać w prowadzeniu biegu. Okazało się, że jest to równie fajne co bieganie, a satysfakcja ze współpracy z ludźmi jest nawet większa. Na co dzień pracuję z ludźmi i dobrze sobie z nimi radzę, więc zostanie koordynatorem lokalizacji było jakby rozwinięciem tych kontaktów. Poza tym parkrun z punktu widzenia koordynatora to zupełnie inna impreza, niż dla biegacza. Nie żałuję tej decyzji. Inicjatywa pomaga ludziom na tysiące sposobów – jednych aktywuje, drugich socjalizuje, a jeszcze innych cywilizuje. Tak więc parkrun jest dla mnie bardzo przydatnym doświadczeniem życiowym i biegowym.

Fot. Paweł Marcinko                                                                             Fot. Paweł Marcinko


Co Ciebie najbardziej motywuje do biegania?

Moją motywacją do biegania są ludzie, z którymi biegam. Miejsca, które odwiedzam biegając i natura otaczająca mnie wokół. Wiem, że stać mnie na wiele i wszystko jest kwestią chęci, dlatego nie muszę sobie nie wiadomo czego udowadniać – po prostu skupiam się na przyjemności, bo to moje hobby i nie mogę się do tego zmuszać.

Żałujesz, że nie zdecydowałaś się wcześniej na rozpoczęcie przygody z bieganiem?

Nie żałuję, że nie zaczęłam biegać wcześniej, bo kiedyś byłam inną osobą i to bieganie nie dałoby mi tyle, ile teraz. Do wszystkiego trzeba dojrzeć i przede wszystkim mieć spokój w głowie.

Maciej Gach