Opinie

poniedziałek,

23 września 2019

15:00

Festiwal w stanie przejściowym [OPINIA]

Pod jednym względem werdykt jury 44. FPFF w Gdyni jest dla mnie niepojęty: nagrodę specjalną przyznano filmowi "Ukryta gra", jako przykładowi kina gatunkowego, zaś filmy "Dolina Bogów", "Mowa ptaków" i "Interior" wymieniono z żalem jako te, które można by ewentualnie docenić w sekcji Inne Spojrzenie, w tym roku zlikwidowanej. Czyli kino gatunkowe jest "specjalne", a artystyczne, czy szerzej - autorskie, powinno powędrować do getta "inaczej patrzących"?
Jakie w takim razie filmy chciałoby oceniać jury? To tylko jeden z wątków dyskusji o kształcie i roli festiwalu jako takiego, dyskusji, trwającej co najmniej od lipca tego roku, kiedy to nie zakwalifikowano do konkursu trzech, jak się okazało, ważnych i artystycznie znakomitych filmów - jeden z nich, "Supernova," otrzymał ostatecznie nagrodę w kategorii "debiut reżyserski, drugi film", a dwa pozostałe zostały wymienione w tym akapicie o "innym spojrzeniu", czyli zapomnieć o sobie nie dały.

Że od tego zaczęłam? Ależ tak to właśnie było na festiwalu. Dyskusje o tym, kto i według jakich kryteriów wybiera, ocenia, kwalifikuje bądź dopuszcza produkcje, przesłaniały, choć szczęśliwie nie do końca, rozmowy o filmach. A filmy były udane, niektóre bardzo udane. Do tych ostatnich należy nagrodzony Złotymi Lwami "Obywatel Jones" Agnieszki Holland, w pięknej, epickiej, ale i nieco sensacyjnej formule, opowiadający o okrucieństwach XX wieku, o uczciwości, o istocie zawodu dziennikarza oraz światowych i lokalnych mechanizmach zakopywania prawdy, niestety skutecznych.

Jeszcze większe wrażenie zrobił na mnie film Jana Komasy "Boże Ciało", równie perfekcyjny, a zarazem bardziej dotkliwy, niejednoznaczny i głębiej ukazujący ludzką naturę. Obok niego postawiłabym obraz Bartosza Kruhlika "Supernova", a w bliskim sąsiedztwie "Interior" Marka Lechkiego. To są prawdziwe - nie "naprawdziwościowe", że posłużę się cytatem z "Mowy ptaków" - opowieści o nas dziś: zagubionych, zmęczonych, skłóconych, zapiekłych w żalach, bezsilnych i o naszym rozbitym, rozsypującym się świecie. O tych filmach będę pamiętać - także o "Mowie ptaków" Xawerego Żuławskiego, pociesze każdego, kto czyta i rozumie oraz o "Dolinie Bogów" Lecha Majewskiego, upajającej obrazem i igrającej z mitem.

A "Ikar. Legenda Mietka Kosza" Macieja Pieprzycy, laureat Srebrnych Lwów i Złotego Klakiera? Znakomity film, bez dwóch zdań, z kolejną świetną rolą Dawida Ogrodnika, a przede wszystkim wypełniającą ekran... (w końcu to film o patrzeniu słuchem, więc niech będzie, że wypełniającą ekran) muzyką Leszka Możdżera.

To jest to, co zostanie. A spory przeminą, kiedy wykształci się, a to chyba stać się musi, nowa formuła festiwalu.
 
Iwona Borawska