Opinie
W akcji wzięli udział m.in. Anna Nehrebecka, Wojciech Pszoniak i Janusz Gajos (Print Screen: Youtube.com)

czwartek,

19 września 2019

17:09

Nie świrujmy, idźmy na wybory! [OPINIA]

Serfując po internecie natknąłem się na kampanię profrekwencyjną, w wykonaniu naszych opozycyjnych aktorów. Z zaciekawieniem obejrzałem występy m.in. Anny Nehrebeckiej, Olgierda Łukaszewicza, Janusza Gajosa i Wojciecha Pszoniaka. Artyści na różne sposoby wiją się przed kamerą, robią przedziwne miny, wyrzucają z siebie ułomne, mało zrozumiałe sekwencje, by w finale próbować przekonać odbiorców, żeby poszli na wybory.

Muszę przyznać, że oglądając "występy" tuzów X muzy byłem coraz bardziej zdumiony i zażenowany. Odniosłem wrażenie, że aktorzy w wybitnie udolny sposób naśladując osoby niepełnosprawne chcą zwrócić na siebie uwagę na zasadzie - im jestem bardziej pokraczny, tym lepiej. I muszę przyznać, udało się to im znakomicie, no może z wyjątkiem Gajosa, który się do roli jakoś nie przyłożył.

 

Film autorstwa Wojciecha Pszoniaka: 

{youtube}DN1V-lr_Ajo{/youtube}


W tym paranoidalnym rankingu aktorskiej ruchowo-mimiczno-językowej pląsawicy długo nie byłem w stanie zdecydować się, komu przyznać laur pierwszeństwa. Ostatecznie, przypadł on w udziale Annie Nehrebeckiej. Na drugim miejscu, w pełni zasłużenie uplasował się Wojciech Pszoniak. Oglądając tych dojrzałych już ludzi, wydawać by się mogło wrażliwych artystów, nie mogę zrozumieć, co się z nimi stało. Jak to możliwe, że zamienili się w ohydną trupę aktorską, która dla politycznej hucpy rezygnuje z przyzwoitości. Pogarda nie mieści się w polskim kodzie kulturowym, panie Pszoniak, Chyra i inni.

Z pewnością pomysłodawca tejże kampanii osiągnął sukces – nie pozostawił odbiorców, w tym mnie, obojętnymi. Ocenę wyrafinowanej aktorskiej sztuki przekazu zostawiam Państwu. Nagrody "Złotych Lwów" z tego nie będzie. Sądzę, że ta kampania może, a nawet powinna, uaktywnić niezdecydowanych, by poszli 13 października do urn. Jestem przekonany, że Polacy nie ześwirują. Tak, idźmy na wybory!

 

Michał Rzepiak