Opinie
(Fot. Pixabay/Free-Photos)

sobota,

12 grudnia 2020

10:00

"Można zamknąć oczy i poczekać aż sprawa ucichnie". Sprawa artysty, który pokazywał dzieciom pornografię

W jednym z pomorskich miast ojciec dziewczynki chciał zlinczować byłego pracownika instytucji kultury za pokazywanie dzieciom treści pornograficznych podczas zajęć. Miało to miejsce po tym, jak artysta został skazany przez sąd na karę w zawieszeniu.



Po roku wystąpił o zatarcie wyroku. Jest więc - w myśl polskiego prawa - osobą niekaraną. Nie chroni go to jednak w żaden sposób przed gniewem rodziców dzieci i musiał wzywać policję, by ochroniła go przed linczem. Sytuacja miała miejsce dwa lata temu. Dlaczego teraz o niej piszę? Duża instytucja związana z kulturą na Pomorzu urządza artyście fetę z okazji długoletniej pracy.

Lokalne środowisko artystyczne jest niewielkie. Skazanie artysty było tajemnicą poliszynela. Oczywiście wszyscy zaprzeczają, że wiedzieli o pornograficznym incydencie z dziećmi. Nie mogę napisać z nazwiska o kogo chodzi. Mógłbym zostać uznany za osobę, która oczernia człowieka, z punktu widzenia polskiego prawa, niekaranego.

Ale od początku.

PORNOGRAFIA NA ZAJĘCIACH

Kilka lat temu rodzice dzieci uczęszczających na zajęcia plastyczne w jednej z placówek kultury zorientowali się, że tematem zajęć, które prowadził pan X., nie było rysowanie ładnych widoczków. Instruktor pokazał dzieciom zdjęcia, które miały skopiować. Na fotografiach był akt seksualny - tzw. facesitting. Czyli po prostu pornografia pokazana 9-latkom.

Rodzice zawiadomili policję, sprawa trafiła do sądu. Mężczyzna został skazany, ostatecznie orzeczono karę w zawieszeniu, choć pierwotnie sąd orzekł... grzywnę.

Na szczęście najpierw prokuratura, a później sądy po raz drugi potraktowały sprawę poważniej. Instytucja kultury po cichu i bez rozgłosu rozstała się z instruktorem. Dziennikarze wtedy nie dowiedzieli się o sprawie, pożar ugaszono, sprawa trafiła pod przysłowiowy dywan. Ufff, nie musimy się tłumaczyć.

GDY PRAWO ZAWODZI...

Pewnie nigdy sprawa nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie przypadek. Jeden z ojców dziewczynek, które brały udział w feralnych zajęciach, spotkał przypadkowo instruktora na ulicy. Doszło do słownej utarczki i zapowiedzi rodzica "dopełnienia sprawiedliwości" w tej sprawie. Pan X. uciekł i zadzwonił po pomoc na policję. Wtedy okazało się, że jest osobą już niekaraną, bo skazanie za pokazywanie dzieciom pornografii zostało zatarte. Artysta ma więc teoretycznie czystą kartę karną.

W Polsce nie ma miejsca na samosądy. To oczywiste. Ale czy jest miejsce na to, by dorosły pokazujący dzieciom pornografię był uznany za kogoś wartego urządzania mu fety przez instytucję kultury?

Prezentowanie dzieciom pornografii jest przestępstwem. Mówiąc kolokwialnie - nie wiem, co trzeba mieć w głowie, by wpaść na taki pomysł podczas zajęć dla dzieci. Dlaczego instruktor uznał, że takie zdjęcia powinny oglądać 9-latki?

Rodzice zostawiają na różnych zajęciach swoje pociechy pod opieką dorosłych w przekonaniu, że nie spotka ich żadna krzywda. Zwłaszcza ze strony opiekuna. Osoby, która powinna oprócz odpowiedzialności za swoje zachowanie czuwać nad powierzonymi mu dziećmi.

Dziecko zranić i skrzywdzić jest niezwykle łatwo. Raz naruszone zaufanie do osoby dorosłej zostaje w jego psychice czasem na zawsze. Trauma może też odbić się na późniejszym nastoletnim czy dorosłym życiu.

NIE MA MIEJSCA NA ODSTĘPSTWA

Nie ma znaczenia kim jest dorosły krzywdzący dziecko. Murarzem, politykiem, urzędnikiem, nauczycielem, księdzem, celebrytą, artystą czy policjantem. Zawsze postępowanie powinno być identyczne. Karanie, ściganie i potępienie zbrodni jaką się uczyniło małemu człowiekowi.

Nie mam wątpliwości, że ten tekst niczego w postępowaniu wielu osób nie zmieni. Jednym się daje szansę i wybacza, drugich się zrzuca z pomników, choć mianownik zawsze powinien być ten sam.

Nie mam też wątpliwości, że tak jak czekano aż sprawa pana X. przyschnie, by nikogo nie rozliczać, tak teraz środowisko artystyczne, a przynajmniej jego część, będzie trwać w przeświadczeniu, że przecież odpokutował i nie ma co do sprawy wracać. A poza tym nikt przecież nie wiedział, prawda?

Można zamknąć oczy i udawać, że nic się nie stało. A może dać jasny sygnał, że krzywdzenie dzieci to zbrodnia. I nie ma miejsca na kwiaty, ordery, odznaczenia czy fetę. Żadne dzieło ani jubileusz tego nie zmienią.

 

Przemysław Woś/ako