Opinie
O koncercie Żabson poinformował na swoim Instagramie (Print Screen: Youtube.com)

sobota,

08 sierpnia 2020

09:10

Ryzykowne granie w czasach zarazy. Tu warto przestrzegać przepisów [OPINIA]

W tym dniu pomorski sanepid odnotował tysięczne zakażenie. Tego dnia urzędnicy przyznają, że tracą kontrolę nad źródłami zakażeń. Dzień później mamy smutny rekord - ponad ośmiuset odnotowanych w ciągu jednej doby zachorowań w Polsce. I wtedy właśnie w gdańskim Brzeźnie odbywa się koncert z udziałem około tysiąca osób. Koncert z pogwałceniem wszelkich norm funkcjonowania w czasie pandemii i zupełnie nielegalny.

Za koncertem-niespodzianką - bo w takiej formie został on zorganizowany - stoi niejaki raper Żabson. Temu artyście polecam mocno zacisnąć kciuki i liczyć na to, że przyszłym tygodniu nie odnotujemy kolejnego ogniska zakażeń. Nie tylko ze względu na zdrowie ludzi, ale także zdrowie całej branży muzycznej i eventowej.

W Polsce od kilku dni sytuacja pandemiczna jest poważna. Nie tylko w skali kraju, ale także samego Pomorza, w tym przede wszystkim Gdańska. Od zeszłego tygodnia pojawiają się niepokojące informacje o braku kontroli nad kolejnymi, pojawiającymi się zakażeniami.

Tylko w piątek pomorski sanepid przyznał, że 21 z 41 zakażonych osób, nie było wcześniej poddanych kwarantannie ani nadzorowi epidemiologicznemu. W czwartek na naszej antenie Pomorski Państwowy Wojewódzki Inspektor Sanitarny przyznał, że wśród stwierdzanych ostatnio zakażeń większość to nastolatki i osoby młode, nienoszące maseczek i niestosujące dystansu społecznego.

 

Zrzuty ekranu

(Print Screen: Youtube.com)


- Jeśli nic się nie zmieni, to po okresie wakacji będziemy notować na Pomorzu kilkadziesiąt zakażeń dziennie - mówił. Jak widać, nie musieliśmy długo czekać. Żabson zagrał na parkingu niedaleko plaży:

Raper, który cieszy się dziesiątkami milionów odsłon swoich utworów w sieci, musiał zdawać sobie z tego sprawę, jak wielu fanów ma w Trójmieście. Nawet jeżeli powiadomił o swoim koncercie na dwie godziny przed jego rozpoczęciem, to wiedział, że w okresie wakacji przyciągnie tłumy.

KOPANIE LEŻĄCEGO

Branża eventowa, zaraz za branżą turystyczną, została najmocniej dotknięta przez pandemię koronawirusa. W dodatku była później odmrożona i to na zdecydowanie bardziej restrykcyjnych warunkach. Podczas gdy artyści, animatorzy i wszelcy inicjatorzy żywej kultury stają na głowie, żeby znaleźć bezpieczne sposoby prezentowania swojej twórczości, osoby organizujące tego typu koncerty narażają swoich kolegów na kolejne zamrożenie wpływów. Zwłaszcza że w dobie tak szybko rosnącej liczby zakażeń, jeszcze bardziej zaostrzy się zjawisko wyszukiwania winnych sytuacji w Polsce.

A branża próbuje przetrwać jak może. Jestem pod ogromnym wrażeniem kreatywności i zaradności organizatorów różnych wydarzeń. Obserwuję m.in. cykl Nowe Idzie od Morza do Wrzeszcza, który odbywa się w sekretnych lokalizacjach. Z tym, że nie tylko za zgodą odpowiednich organów, ale także wyliczeniami, pozwalającymi trzymać odpowiedni dystans, a także zachować zasady higieny. Tego typu imprezy mógłbym mnożyć. Mam nadzieję, że mimo tak dużej niefrasobliwości wspomnianego rapera, będę mógł przez coraz uczestniczyć w legalnych, dobrze zorganizowanych koncertach.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ KARNA

Lekkomyślność i krótkowzroczność Żabsona każe przypomnieć niedawno zorganizowaną imprezę na katamaranie. Do piątku służby sanitarne zanotowały 36 zakażeń, będących jej efektem. Na koncercie w Gdańsku bawiło się cztery razy więcej osób, więc łatwo można oszacować potencjalne zagrożenie.

Nie chcę straszyć, ale w dodatku organizatorowi imprezy grozi poważna kara: art. 165 Kodeksu karnego mówiący o "sprowadzeniu niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób, powodując zagrożenie epidemiologiczne lub szerzenie się choroby zakaźnej podlega karze". Za popełnienie takiego czynu grozi nawet do 8 lat pozbawienia wolności.

Organizatorowi tego typu imprez grożą też kary administracyjne, bo, zgodnie z obowiązującymi ograniczeniami, w Polsce organizować można imprezy, w których bierze udział maksymalnie 150 osób. A w kontekście lekkomyślności publiczności warto odnotować przypadek z Georgii, gdzie na COVID-19 zmarł siedmiolatek. Chłopczyk nie miał żadnych chorób współistniejących.

 

Maksymilian Mróz