Kultura
"Szalone peruwiańskie kurczaki". Podróż do kulinarnej Ameryki Południowej Fot. Facebook/ Pollo Loco

sobota,

02 grudnia 2017

10:24

Przewodnik kulinarny RG: "Szalone peruwiańskie kurczaki". Podróż do kulinarnej Ameryki Południowej

Po owocnej wizycie w gdyńskim "Przystanku", odwiedziliśmy lokal znajdujący się kilkadziesiąt metrów dalej. Ale kulinarnie odwiedzamy drugi koniec świata. Tym razem skusiły nas "szalone peruwiańskie kurczaki" czyli Pollo Loco, pomysł bardzo oryginalny.

Na pierwszy rzut oka lokal wygląda przyjemnie, z ulicy rzucają się w oczy charakterystyczne koraliki zawieszony przy głównej witrynie, co już na początek "wprawia" nas w egzotyczny klimat rodem z Ameryki Południowej. Nie inaczej jest po wejściu do środka, gdzie światło pada z estetycznych, drewnianych lampionów. A my czujemy aromat przypraw, które trudno dokładnie rozpoznać po samym zapachu, jednakże pierwsze odczucie jest bardzo przyjemne i tylko podsyca apetyt. Wnętrze lokalu utrzymane jest w czerwono-czarnej kolorystyce, przez co wnętrze wydaje się ciemne, lecz przytulne.

SKROMNE, ALE KONKRETNE MENU

W menu znajdziemy raptem kilka pozycji, do wyboru mamy ćwiartkę, połówkę lub całego kurczaka, karkówkę po kreolsku, sandwicha, wrapa oraz sałatkę, co uważamy za wystarczające.



Wybór padł na połówkę szalonego kurczaka, serwowanego z frytkami oraz trzema sosami, które przyrządzane są na bazie oryginalnych peruwiańskich przypraw. Za taki zestaw płacimy 17 zł, co jest niewygórowaną ceną. Kurczak przygotowany jest w specjalnej mieszance orientalnych przypraw, w których jest marynowany, a następnie równomiernie opiekany na rożnie. Pierwsze wrażenie estetyczne po podaniu przez kelnera naszego zamówienia, są bardzo dobre.

Kurczak wygląda na dobrze przypieczonego, frytki serwowane są w metalowym kubełku a sosy podawane w osobnych sosjerkach. Wraz z podaniem obiadu, intensywności nabiera zapach wspomnianych na początku przypraw.

 

pololoco1

Fot. Pollo Loco



SZCZYPTA PERU

Na plus trzeba na pewno wymienić bardzo smaczną i chrupiącą skórkę z kurczaka, która pod wpływem peruwiańskich przypraw smakuje bardzo dobrze. Niestety kurczak w środku był nieco suchy, co nieco osłabiło świetne wrażenie początkowe. Natomiast naprawdę nieźle kurczak wypada w połączeniu z sosami. Do wyboru mamy trzy: Rocot – z papryki o tej samej nazwie, Chimichurrina bazie oliwy, ziół oraz szalotki, oraz Huacatay – na bazie ziół peruwiańskich.

W naszej opinii do całej kompozycji najlepiej pasuje ten ostatni, dodaje ciekawego posmaku, dzięki któremu faktycznie można poczuć peruwiański klimat. W dodatku bez tych sosów, mimo aromatycznego zapachu, całość wypada nieco... swojsko. Bez nich nie odczuwa się tak bardzo, iż miał to być "szalony peruwiański kurczak". Na plus trzeba wymienić natomiast frytki, odpowiednio przygotowane, grubsze (przypominają nieco te belgijskie), nie są zbyt tłuste, lekko chrupiące – czyli takie, jakie dobre frytki powinny być!

 

pololoco2

Fot. Pollo Loco



KAŻDY SIĘ NAJE

Natomiast jeśli chodzi o porcję serwowanych dań, raczej nie mamy nic do zarzucenia, za 17 zł można się całkiem dobrze na jeść bez uczucia "przepełnienia". Warto zaznaczyć, iż wzięliśmy połówkę kurczaka, dla kogoś z naprawdę dużym apetytem, czy dla par idealnym rozwiązaniem może być cały kurczak wraz z dużą porcją frytek. Za taką przyjemność zapłacimy 29 zł co jak na wspólny posiłek nie jest wygórowaną ceną.

Do tego musimy pochwalić obsługę lokalu, bardzo miły pan kelner, który widać, iż nie pracuje tylko po to, aby"odbębnić"swoje, tj. podać jedzenie, ale również przez cały nasz pobyt w lokalu żywo interesuje się potrzebami klientów. Parokrotnie dopytywał się, czy smakuje oraz, czy czegoś nie brakuje, przy czym nie można powiedzieć, aby się w żaden sposób narzucał.

I za obsługę w Pollo Loco zdecydowanie musimy przyznać dużego plusa!

 

pololoco3

Fot. Pollo Loco


NA DRUGIM KOŃCU ŚWIATA

Podsumowując: lokal bardzo przyjemny i ciekawy, w pierwszym momencie, za sprawą wystroju oraz bardzo przyjemnego zapachu, można się poczuć jakbyś faktycznie przenieśli się na drugi koniec świata do Peru, mimo iż za oknem widzimy wizytówkę Gdyni - ulicę Świętojańską. Sloganowe "szalone kurczaki"z pewnością były na swój sposób oryginalne i co by nie mówić smaczne, aczkolwiek czegoś im jeszcze zabrakło.

Spory plus za bardzo smaczne frytki oraz obsługę, która, mimo iż jest to raczej miejsce "niskobudżetowe"sprawia, że klient może się poczuć naprawdę wyjątkowo. Malutki minus jeszcze za sosy, gdyż prócz wymienionego wyżej, dwa pozostałe oceniamy raczej przeciętnie. Niemniej jednak, miejsce z pewnością warte odwiedzenia, chociażby ze względu na niepowtarzalny klimat w środku, któremu nie można odmówić oryginalności. Warto w któreś popołudnie spotkać się ze znajomymi i odwiedzić właśnie to miejsce, chociażby z czystej ciekawości.

TommeK


Zobacz Galerię