Kultura
Fot. Radio Gdańsk/puch

wtorek,

26 lipca 2016

03:08

Perfekcyjni Mike & The Mechanics i elektryzujący Marillion. Tak było [ZDJĘCIA]

25 lipca w czasie Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty mogliśmy usłyszeć na żywo dwie grupy: Mike & The Mechanics i Marillion. Sądząc po reakcjach publiczności, obydwa występy zyskały uznanie. Gdybym miał wskazać mojego faworyta, byłby to - o dziwo - Marillion.

To była uczta dla fanów zespołu powstałego w 1979 roku w Aylesbury. Koncert porywał. Teatralność Steve'a Hogartha nie raziła. Wręcz przeciwnie, budowała napięcie. Reszty dopełniały wizualizacje wybuchające razem z salwami świateł. To wszystko jednak można było przewidzieć. Wyjątkowe było natomiast to, że pierwszy raz od wielu lat zespół wrócił do starych utworów. Wcześniej zdawało się, że muzycy nie złamią zasady dotyczącej niegrania przebojów, które kiedyś wykonywał Fish, czyli poprzedni wokalista.

Wpisując się w konwencję legend rocka, Marillion zagrali aż cztery stare kawałki m.in. "Sugar Mice" z płyty "Clutching at Straws" - ostatniej nagranej z Fishem. Publiczność zupełnie oszalała, gdy Hogarth z lekką przekorą, ale jednak, wykonał: "Kayleigh", "Lavender" i "Heart of Lothian".

Serca polskiej publiczności zostały podbite nie tylko muzyką, ale także wypowiedziami wokalisty, który przeprosił Polaków za Brexit i podziękował za udział polskich lotników w Bitwie o Anglię.

PERFEKCYJNI MIKE & THE MECHANICS

Mike & The Mechanics grali technicznie doskonale. Dwóch wokalistów złapało świetny kontakt z publicznością. Ręce ludzi powędrowały w górę, a amfiteatr w Dolinie Charlotty wypełnił się wspólnym śpiewem. Mi jednak brakowało w tym wszystkim czucia. Ten występ, muzycznie nienaganny, muszę zaliczyć do poprawnych, ale nie porywających. Chociaż jeszcze raz podkreślę, że Andrew Roachford i Tim Howar spisali się po prostu rewelacyjnie.

Na szczególną uwagę zasługuje Howar, były lider kapeli Van Tramp. Moja ocena może być zaburzona rozmową, w której tłumaczył, jak przez zbieg okoliczności stanął u boku Mike'a Rutherforda, którego jest wielkim fanem. Udźwignięcie przebojów z repertuaru grupy Genesis, których twórcą jest Rutherford, to trudne wyzwanie. Sądzę, że Howar mu podołał. I to nie jako imitator, ale świadomy swoich możliwości artysta. Swoją drogą, to ciekawe, że zespół posiadający na swoim koncie kilka dużych przebojów na Festiwalu Legend Rocka posiłkował się "kawałkami" Genesis. To taka drobna uszczypliwość. Bo publiczność przyjęła te szlagiery naprawdę entuzjastycznie.


Puch


Zobacz Galerię