Kultura
Katarzyna Konieczka - sopocianka, kostiumografka, awangardowa projektantka mody, stylistka. mat. prywatne Katarzyny Konieczki / facebook.pl

poniedziałek,

28 marca 2016

17:00

Sopocianka, która pracowała dla Lady Gagi, Jennifer Lopez i Rihanny. Wszystkie chcą jej kostiumów [ZDJĘCIA]

Z pewnością znacie gwiazdy dla których tworzy - Dodę, Justynę Steczkowską, Marylę Rodowicz, Natasze Urbańską i Nergala... Pieniądze są jej winne Lady Gaga i Jennifer Lopez, a doceniła ją nawet Madonna. Poznajcie artystkę, z której polski świat mody może być naprawdę dumny. Katarzyna Konieczka z Sopotu opowiada nam o współpracy z gwiazdami i swoim przepisie na sukces.

Paulina Płoska, Radio Gdańsk: Dużo pani osiągnęła. Oprócz polskich gwiazd, o kostiumy tworzone przez Panią zabiegają także Lady Gaga, Jennifer Lopez, Madonna, fotografowie Nick Knight, David Lachapelle. Chyba jest Pani z siebie dumna?

Katarzyna Konieczka: Oczywiście, że tak. Dumna jestem z robienia strojów dla Dody, ponieważ to było wyzwaniem dla kostiumografa. Ona jest seksowna, a trudno jest zrobić coś ambitnego przy wizerunku kobiety seksownej. Trzeba wymyślić dla niej konwencję, bo jak coś jest seksowne, to wszyscy mówią, że jest tandetne. To właśnie było wyzwanie, że udało nam się razem osiągnąć coś fajnego i ta współpraca trwała bardzo długo, z resztą nadal mamy kontakt. Co więcej potem zdjęcie Dody dostawałam od stylistów Jennifer Lopez i Rihanny. Oni też chcieli takie kostiumy. Dla mnie to było takie super, że oni jako fachowcy z najlepszych teamów na świecie mnie docenili. To potwierdzenie, że osiągnełam ambitny efekt.

Jak przebiega współpraca z takimi dużymi teamami i samymi gwiazdami? W przypadku stylistów Lady Gagi współpraca nie była chyba prosta?

- W tym świecie jest tak, że gdy się jest projektantem z Polski, nawet w twoim własnym mieście nikt Cię nie zna. Więc ten świat wymaga "siedź grzecznie, przygotuj wszystko na czas, zapytaj o rozmiar i nie truj". Na początku współpracy z Lady Gaga były zgrzyty. Wysyłałam swoje rzeczy do teledysku "You and I". Przewijały się gdzieś moje stroje w teledysku i w programie MTV, ale wiadomo wielkie teamy biorą ubrania od projektantów z całego świata. Myślą o prasie, konwencji, żeby inna gwiazda tego nie ubrała, więc do ostatniej chwili nie wiedziałam, czy ona wystąpi w moim kostiumie. I wystąpiła w tak podobnych rzeczach... Trochę się afera tutaj rozkręciła w Polsce. To były tak podobne rzeczy, że nawet posypały się gratulacje... A koniec końców zrobiła je firma charakteryzatorska na bazie moich kostiumów.

I tak to się skończyło?

W kolejnym teledysku wykorzystali już moją pracę. Te stroje gdzieś tam cały czas były, ponieważ podpisaliśmy umowę. Trochę mi było smutno, gdy ona osobiście nie wystąpiła w moim kostiumie. Ale potem znajomi mówili – "Kasia w pierwszej scenie tancerka jest w twoim kostiumie”, wiec gdzieś tam jest ocieranie się o ten pierwszy plan. Wiadomo że chciałabym, żeby Lady Gaga tańczyła i występowała w moim stroju. A najlepiej, gdyby zrobili z tego skandal, żeby uznali kostium za skandalizujący. Ale niestety tylko 10 procent tego wszystkiego, co się kręci udaje się zrealizować.

Tylko 10 procent...

Jest jakieś zgłoszenie, propozycja, na przykład – „Robimy sesje dla Vogue, Vanity fair. Zrób kostium. O tutaj ten nam się podoba”. Ja proszę o numer klienta do przesyłki, a tu zdarza się, że oni oczekują, że autentycznie na własny koszt mam wysyłać stroje. A koszty wysyłki na drugi koniec świata to nawet 5 tysięcy...Wszyscy myślą, że ja jestem milionerką, bo mam zlecenie od wielkiej gwiazdy. Ale gwiazdy oczekują, że to będzie za darmo. Bo ten świat jest już tak ułożony. Nawet jak są ogromne pieniądze włożone w produkcje, to ja w nich nie biorę udziału, ponieważ oni nie dość, że oczekują dawania wszystkiego za darmo, to jeszcze muszę płacić za wysyłkę. Nagminnie nie płaci się projektantom. To się wszystko opiera na prezentach. Natomiast prawie sto procent gwiazd, które ja ubieram płaci za stroje. Mam propozycję od tych największych, ale w momencie w którym chcę honorarium jest koniec rozmowy. Tak było m.in. z Jennifer Lopez. Najpierw nie chcieli zapłacić za przesyłkę, jak już zapłacili to czekam pół roku na zwrot kostiumu...

Padają tu wielkie nazwiska. Za Panią stoi jakiś manager ? Skąd się biorą takie zlecenia?

- Nie mam managera, nie mam ochoty nikogo uczyć od nowa. Zawdzięczam to wszystko sile internetu, erze obrazkowej. W dużych światowych teamach, które opiekują się gwiazdami są jeszcze asystenci, których zadaniem jest znalezienie czegoś fajnego, tak to właśnie działa. Wczoraj rano wstałam i zobaczyła swój strój w Simpsonach – w tej bajce, a sama się na niej wychowałam, tak mi się super zrobiło. To był Homer Simpson, czytał książkę Amber Rose, ten album z fotografiami. Z tyłu ma okładce jest mój strój, który został przemalowany. Więc stwierdziłam – nikt mnie w moim kraju nie zna, nie jestem na gorącym telefonie ze stylistami, nie jestem w gorącej współpracy z magazynami i programami, ale uważam że mam szansę na osiągnięcie czegoś wielkiego.

Istnieje duża różnica między tym jak Pani wygląda, a projektami, które Pani tworzy. Z czego to wynika?

- Ja wiem, że wyglądam zupełnie inaczej niż osoba, która tworzy takie awangardowe rzeczy. Nie noszę biżuterii, ubieram się na czarno, nie mam zrobionych paznokci. Nie zastanawiam się nad tym, czy sobie ręce pobrudzić. Może to by było fajniejsze, gdyby tak ogarnąć wizerunek, ale nie. Jednak to co tworzę wymaga pobrudzenia rączek, czasami nawet ich pocięcia. Nie może mnie nikt zastąpić w procesie twórczym. Normalnie projektant mody ma szwaczki, czy szwalnie. Ma ludzi, którzy realizują jego pomysły. On przychodzi coś wymyśla, dopina. A ja to traktuję inaczej – to tak samo, jak nikt nie zastąpi malarza przy płótnie.

To co Pani tworzy właśnie trudno nazwać modą. Pani stroje to takie dzieła sztuki.

- Ja jestem trochę zazdrosna o projektantów, że na takim kompletnym minimalizmie potrafią jakąś formę ułożyć, małe wycięcie – to bardzo błyskotliwe. Ja robię zupełnie coś innego.

Jak tworzone są takie skomplikowane kreacje?

- Uciekam przed wszystkimi zagrożeniami, które czekają na projektantów. Może odważnie powiem – dla mnie to często formy oszustwa. Kupowanie w sklepach jest od razu zagrożeniem, że ktoś już to będzie miał. To jest taniość. Więc tworząc coś od początku – farbując, gniotąc, upinając, poddając swojemu nastrojowi – daję coś oryginalnego, bo każdy człowiek jest inny i to jest niesamowite, jak ludzie mają złożone osobowości. Więc jeśli przekładasz na ubranie swoją osobowość, to jest to kompletnie niepowtarzalne – ja uważam, że to największy luksus.

Czyli dobrze rozumiem, że to impuls decyduje o tym, jak wygląda kostium?

- Tak, ale oczywiście czasami coś dojrzewa. Czasami jest jakiś projekt, który odkładam i dopiero po jakimś czasie go kończę, wtedy on jest taki bardziej wielowarstwowy. Albo też wykorzystywanie materiałów ma wpływ. Dostałam trochę rzeczy z lat 80., 90. Takich skarbów od mojej cioci, która była wokalistką i miała stroje sceniczne, które z resztą sama sobie szyła. Biżuteria dla małych dziewczynek, to jest taki kicz trochę i łączenie tego z wyrafinowaną, tkaną koronką... W tym momencie powstaje coś oryginalnego i jest to nie do odtworzenia.

To najważniejsza cecha Pani strojów: unikatowość, niepowtarzalność?

- Tak to prawda, oczywiście można próbować tworzyć podobne rzeczy, ale te stroje są jak obraz, każdy jest inny. Uważam ze największą konsekwentną cechą mojej osobowości jest niekonsekwencja, czyli można spojrzeć na wszystkie rzeczy, które tworzę - niektóre są takie bardzo delikatne, inne przeciwnie... Te stroje są bardzo różnorodne.

To stwierdzenie trochę oszukane, bo nie da się ukryć, że wyszły z Pani rąk. One jednak gdzieś są „niespójnie spójne”.

- No to w takim razie dla mnie duży komplement. Jest gdzieś szeroki wachlarz różnic miedzy kostiumami – niektóre są haute couture, inne są kompletnie malarskie, niektóre są jak narzędzia tortur. Ale to, że są spójne to chyba znaczy, że osiągnęłam w nich prawdę i pewną zgodność ze sobą.

Podchodzi Pani emocjonalnie to kreacji, wkłada kawałek swojego serca w każdą z nich?

- Nie można nie włożyć, jeśli ktoś mi pomagał przy szyciu strojów, bo nie miałam czasu – miałam jakiś pokaz czy to zlecenie, to ja się nie czuje związana z danym kostiumem. Bo rzeczywiście zdarzało się, że miałam pomoc przy szyciu czy robieniu, ja się wtedy czuje kompletnie nie związana, a wręcz nie lubię paru kreacji.

Czyli to tak jak z dziećmi?

- A no właśnie. To trzeba na własnych plecach udźwignąć, to wtedy człowiek się czuje zaangażowany.

Skąd biorą się inspirację do tworzenia takich właśnie oryginalnych, często skomplikowanych projektów?

- W pięknym mieście jak Sopot, pełnym artystów, pełnym osobowości artystyczna dusza kreuje się w już dzieciństwie. Jako dziecko miałam takie aspiracje.

Małe dziewczynki raczej marzą o tym, żeby zostać księżniczkami.

- Tak, tak! Jako dziecko chciałam udowodnić dziewczynom na podwórku, że jestem księżniczką i przez pół godziny robiłam sobie koronę z papieru i ubrałam sukienkę od komunii oraz lakierki od babci. Od początku rysowałam takie długie suknie na krynolinach, a jak mama wychodziła to zakładałam dwie spódniczki, jedną na drugą i byłam strasznie zła, że one nie mają takiej wielkiej objętości. Od dzieciństwa się zaczyna, dzieci mają taki swoi hermetyczny świat. Mój świat to było moje podwórko, klatka schodowa, gdzie odpadająca farba rysowała mi się w konkretne kształty. To są inspiracje.

Jaki jest więc przepis na sukces dla artysty ?

- To nie jest łatwe być artystą. Mi się trochę poszczęściło, w dużej mierze te propozycje, te z zagranicy, te super prestiżowe, nawet uznałabym pierwszego sortu – są z tego tytułu, że ja potrafię poruszać się w social mediach. Potrafię wyrazić to, co chcę zrobić, to co czuję. Potrafię to co czuję tworzyć. Uważam, że ta cecha jest bardzo przydatna.

Także potrafię się zachowywać, jak ja to nazywam "po buraczemu", czyli bez problemu chwalić się, pokazywać prace, od czasu do czasu bąknąć z kim mam właśnie kontakt, z jakim stylistą pertraktuje.

Ludzie, którzy tworzą muszą być totalnie nadmuchanymi egoistami, bo to jest cecha uboczna tych, którzy wierzą w siebie. Jeśli wierzysz w siebie to kreujesz coś nowego, bo nie kreujesz czegoś nowego jeśli jesteś podatny na czyjeś opinie. To przepis na sukces dla artystów.

A jakie są plany na dalszy rozwój?

- Teraz się wszystko ładnie układa. Mam zaplanowane pokazy, dzieje się bardzo fajnie. Robię parę rzeczy, codziennie coś nowego mnie zaskakuje. Usprawniam system wytwórczy, czyli pertraktuję, doprowadzam pracownię do porządku. Podpisałam umowę kurierską, więc mam nadzieję, że pomoże mi się to otworzyć na nową współpracę i zainwestuję w przesyłki.

Dziękuję za rozmowę.

Katarzyna Konieczka – sopocianka, kostiumografka, awangardowa projektantka mody, stylistka. Absolwentka Międzynarodowej Szkoły Kostiumografii i Projektowania Ubioru, której dyplom obroniła z wyróżnieniem. Jej prace szokują i zaskakują. Projekty wyróżnia asymetria, destrukcja, niezwykła teatralność, makabreska. Tworzy rzeczy niezwykle oryginalne, łącząc elementy sadyzmu, baśniowości i mrocznej, mitycznej stylistyki.

Każdy strój jest wykonany w jednym jedynym egzemplarzu, a techniki ich tworzenia są wynikiem doświadczeń z tkaniną, materiałami czy farbami. Opierają się na eksperymentach i patentach autorki. Wszystkie kostiumy są wykonane ręcznie przez projektantkę. Jak sama przyznaje, że nie tworzy mody użytkowej. To kreacje do oglądania przede wszystkim na scenie i wybiegu. Ich głównym celem jest oddziaływanie na odbiorcę, wzbudzanie określonych uczuć i emocji.

Paulina Płoska/mat


Zobacz Galerię