Kultura
Krzysztof Penderecki odszedł 29 marca 2020 roku (Fot. Agencja KFP/Krzysztof Mystkowski)

poniedziałek,

29 marca 2021

23:21

Rok od śmierci Krzysztofa Pendereckiego. Mistrza wspominają Jarosław Sellin i Wojciech Rajski

29 marca 2020 roku, dokładnie 12 miesięcy temu, pożegnaliśmy jednego z najwybitniejszych kompozytorów, ale też myślicieli, ludzi kultury ostatnich dziesięcioleci. Od śmierci Krzysztofa Pendereckiego minął już rok, a kolejny trzeba będzie poczekać na jego pogrzeb. Tę wyjątkową postać w audycji Konrada Mielnika wspominali Jarosław Sellin, wiceminister kultury, dziedzictwa narodowego i sportu, a także Wojciech Rajski, szef Polskiej Filharmonii Kameralnej Sopot. 

- Myślę, że można spojrzeć na XX-wieczny dorobek polskich kompozytorów, jako na wejście na poziom, którego nigdy wcześniej nasza muzyka nie osiągnęła. Do pewnego czasu Chopin był jedyną osobą, która ze swoją twórczością do świata się przebiła, ale w minionym stuleciu mamy cały szereg kompozytorów, od Karola Szymanowskiego rozpoczynając, przez Pendereckiego, Kilara i Góreckiego, czy choćby Grażynę Bacewicz, bo przecież kobiet wśród tych wielkich kompozytorów światowych było niewiele. To oni rozsławili polską muzykę w świecie - przyznał Jarosław Sellin, wiceminister kultury, dziedzictwa narodowego i sportu. - Krzysztof Penderecki na tym tle absolutnie się wybija. Jeszcze ponad rok temu mówiono, że to najwybitniejszy żyjący kompozytor na świecie. Wielki dorobek, popularny, grany na estradach świata - dodał.  

- Zastanawiamy się nad wpływem muzyki Pendereckiego, z czasem widzimy, że to - co tu dużo mówić -  pomnik muzyki. Człowiek, który zostawił po sobie dzieła, które będą wykonywane, myślę, że przez stulecia - podkreślał. 

OSTATNIE DZIEŁO

Wojciech Rajski znał i spotykał się z Krzysztofem Pendereckim. Udało się też zrealizować ostatnie nagranie muzyki mistrza za jego życia. Płyta wyszła już po śmierci. To symfonia szósta, czyli "Chińska".

- Świadomie dążyłem do tego, żeby nagrać owe dzieło za życia kompozytora. Rozmawiałem z nim dużo na ten temat. Odwiedziłem go, miałem różne pytania. W niektórych miejscach pojawiły się wątpliwości. Nad partyturą spędziliśmy kilka godzin. Jak widziałem, w jakim stanie był maestro, to spieszyłem się bardzo - tłumaczył Wojciech Rajski, szef Polskiej Filharmonii Kameralnej Sopot.

- Termin przesunął się nam termin o dwa miesiące, mieliśmy nieogrzewany kościół, nagrywaliśmy to w temperaturze 12 stopni. Wszystkich męczyłem i zaklinałem, żeby to nagranie skończyć. Mieliśmy solistę wybranego przez prof. Pendereckiego. Bardzo się cieszę, że tę lukę w symfoniach byłem w stanie uzupełnić i to, że nagranie pobłogosławił jeszcze sam mistrz - kontynuował Wojciech Rajski.

"JEST JEDEN MINUS"

- Utwory Pendereckiego mają, mówiąc na wesoło, jeden minus - niektóre mają wielkie obsady. To nastręcza orkiestrom wielu kłopotów, żeby grać w 100-120-osobowym składzie i mieć kilka chórów. Jest to po prostu logistyczny problem, jak też koszty - zauważył Wojciech Rajski. - Cieszę się, że te utwory są grane. Nasza orkiestra kameralna gra głównie pięć czy siedem utworów mniejszych, napisanych przez mistrza. Cieszę się, że udało nam się powiększyć skład i nagrać symfonię - przyznał.

- Myślę, że lepiej trzeba wypromować muzykę kameralną Pendereckiego - ocenił Jarosław Sellin. - Rzeczywiście bardzo trudno zebrać wielkie zespoły, a muzyka kameralna jeszcze jest słabo upowszechniona. Wiem, że Kwartet Śląski nagrał wszystkie cztery kwartety właśnie. Jest też mnóstwo utworów z instrumentem wiodącym, to warto przypominać, nagrywać. Sam Penderecki mówił, że on się bardziej w tej muzyce kameralnej wyraża, swoje przeżycia i emocje. Wielkie dzieła często były tworzone na zamówienie, choć w te wkładał też wiele uczuć, to utwory kameralne były napisane bardziej od serca - przypominał.

POLSKA MUZYKA XX WIEKU

- W roku 2007 planowaliśmy w ministerstwie kultury powołanie specjalnego Instytutu Muzyki Polskiej XX wieku, na wzór Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina. Uznaliśmy, że to jest taka jakość, jest równoważna wielkiej muzyce niemieckiej, francuskiej czy angielskiej, w poprzednich stuleciach polska muzyka takiej pozycji nie miała. Trzeba tę muzykę XX wieczną wypromować. Wtedy nie zdążyliśmy tego zrobić. Być może warto do tego wrócić, bo to są konkretne nazwiska, które tak rozsławiają polską muzykę, że warto to promować.

Posłuchaj całej rozmowy:


 

Konrad Mielnik/pb/mrud