Kultura
Łukasz Orbitowski pisze powieść, w której czytelnicy z Trójmiasta znajdą wiele znanych sobie miejsc (fot. Instagram/Łukasz Orbitowski)

poniedziałek,

22 czerwca 2020

12:45

Gdynia miejscem akcji nowej powieści Łukasza Orbitowskiego. Traktuje m.in. o katastrofie UFO, choć nie jest z gatunku fantastyki

Pisarz Łukasz Orbitowski zapowiada nową powieść, której duża część akcji będzie rozgrywać się na terenie Gdyni. Autor takich nagradzanych powieści jak "Inna dusza" czy "Kult" pisze, że jeśli praca przebiegnie bez przeszkód, to książkę przeczytamy w przyszłym roku.


- W Gdyni zbiegają się dwa bardzo interesujące wątki, które będą podstawą tej powieści. Pierwszy to postać Nikołaja Artamonowa i jego ucieczka wraz z Ewą Górą do Szwecji latem 1959 roku. To jest historia opisana m.in. przez Torańską, ale ja ją oczywiście potraktuję jako punkt wyjścia i stworzę na jej podstawie własną fabułę. A drugi wątek to jest katastrofa tajemniczego obiektu zimą 1959 roku. Coś wpadło do zatoki i o tym też będę pisał – mówi w rozmowie z Radiem Gdańsk Łukasz Orbitowski, jednocześnie podkreślając, że nie będzie to książka z gatunku fantastyki.

W KSIĄŻCE POJAWIĄ SIĘ AUTENTYCZNE MIEJSCA

Niedawno pisarz miał okazję odwiedzić Gdynię, gdzie zbierał materiały do powieści zatytułowanej roboczo "Chodź ze mną". - Dom Artamonowa musiałem sobie wymyślić, bo on przypuszczalnie rezydował na statku, ale mam już wybrany piękny stary dom w Gdyni. Jest również na Oksywiu przepiękne stare osiedle, które nazywa się "Paged", i tam również duża część akcji będzie się działa. Ale książka siłą rzeczy nie będzie zogniskowana tylko na Gdyni, bo przewinie się również Uniwersytet Medyczny w Gdańsku czy Grand Hotel w Sopocie – wyjaśnia pisarz.

GDYŃSKIE HISTORIE, KTÓRE STANOWIĄ INSPIRACJE DLA POWIEŚCI

Nikołaj Artamonow był radzieckim kapitanem niszczyciela. Podczas pobytu w Gdyni mężczyzna zakochał się w polskiej studentce stomatologii Ewie Górze. Wspólnie postanowili uciec na Zachód motorówką, oficjalnie informując, że wybierają się na połów ryb na Zatoce Gdańskiej, a w rzeczywistości dopłynęli do Szwecji, skąd – dzięki pomocy ambasady amerykańskiej – udali się do Stanów Zjednoczonych.

W styczniu 1959 roku do wód na terenie portu w Gdyni spadł niezidentyfikowany obiekt. Zdarzenie widziało wiele osób: marynarze, pracownicy portu i mieszkańcy pobliskich okolic. Dało ono początek wielu plotkom i legendom, których do dzisiaj nie udało się potwierdzić.

 

Artur Maszota