Kultura
Na Kaszubach wieczerza rozpoczynała się dopiero wtedy, gdy na niebie rozbłysła pierwsza gwiazdka (Fot. Pixabay)

wtorek,

24 grudnia 2019

12:00

Kaszubska opowieść wigilijna, czyli o tym, co na stole w święta [POSŁUCHAJ]

W kaszubskich domach 24 grudnia przez cały dzień nie jadano nic. Wieczerza rozpoczynała się dopiero wtedy, gdy na niebie rozbłysła pierwsza gwiazdka. A wówczas na stole pojawiały się same klasyczne pyszności. Zupy, takie jak barszcz, grzybowa, rybna czy brzadowa to dopiero początek wigilijnej uczty.

- Kaszuby to region niezwykle religijny, dlatego zasad postu podczas adwentu, przygotowywania potraw wigilijnych i bożonarodzeniowych, przestrzegano niezwykle wiernie - opowiada szef kuchni, wybitny znawca kuchni polskiej, autorytet kulinarny Grzegorz Labuda.

 


BRZADOWA I PULKI

Ale Kaszuby to także rejon zróżnicowany. Na pewno na każdym stole w wigilię pojawiała się zupa brzadowa (zupa z owoców suszonych z kluskami) oraz śledź w śmietanie (z mleczem śledziowym) i pulki, czyli ziemniaki gotowane w wodzie po śledziach.


TO, CO SAMI ZŁOWILI

- Wszędzie królowały ryby, ale, w zależności od rejonu, gatunki były różne. Rejon "małego morza", czyli okolice Zatoki Puckiej i Zatoki Gdańskiej, to szczupaki i węgorze. Nad Bałtykiem jadano śledzie, dorsze, łososie i troć. A południowe Kaszuby to bogactwo jezior, czyli sandacze, szczupaki, okonie, liny i karpie. Kaszubi jadali to, co sami złowili, upolowali, co dał sąsiad albo czym się wymienili - wyjaśnia Grzegorz Labuda.

002d0f2f2690133297439a320c365434 L(Fot. Radio Gdańsk/Martyna Kasprzycka)


"JEDZENIE TO EMOCJE"

Dlaczego Boże Narodzenie tak mocno zapada nam w pamięć i jest najbardziej wyczekiwanym świętem w roku?

- Tutaj zahaczamy o temat związany z dziedziną filozofii jedzenia. Jedzenie wpływa na wiele aspektów naszego życia, choć my na to z reguły nie zwracamy większej uwagi. Można tu przywołać przykład świątecznej sałatki jarzynowej. Najlepiej smakować będzie ta z rodzinnego domu, bo jedzenie to emocje - wspomnienie rodziny, ukochanych babci i dziadka, ciepła domowego ogniska, przyjaciół. Jemy nie tylko oczami, węchem i dotykiem. Do skojarzenia z jedzeniem dołącza poczucie bezpieczeństwa, historie z dzieciństwa. Z tym nie wygra nic, nawet najbardziej wykwintne danie – mówi Grzegorz Labuda.

Poniżej bogata kulinarna opowieść wigilijna prosto z kaszubskiego domu Grzegorza Labudy. Zaprasza Ewelina Potocka:


Ewelina Potocka/pOr