Radio Gdańsk
Fot. PAP/Adam Warżawa

poniedziałek,

03 lipca 2017

16:00

Organizatorzy Open'era podsumowują tegoroczny festiwal. "Takiej zabawy nie zepsuje zła pogoda"

Koncert Foo Fighters był jednym z najlepszych w historii festiwalu - oceniają organizatorzy tegorocznej edycji Open'era. Podkreślają też obecność młodych wykonawców i fakt, że publiczności jak zawsze niestraszna była zabawa w deszczu.


- Statystycznie raz na kilka lat Opene’er wpada akurat w takie zawirowania pogodowe, które nikogo nie pozostawiają obojętnym. Musi być deszczowo, wietrznie i chłodno. Ale to właśnie te edycje generują niezwykłe emocje, niezapomniane koncerty i najlepszą zabawę, której nie są w stanie zepsuć żadne niedogodności. W tym roku na gdyńskim festiwalu pojawiło się ponad 120 tysięcy osób i to właśnie one nie poddały się nawet na moment - podsumowuje organizator festiwalu, agencja Alter Art.

NAJLEPSZY KONCERT OPEN'ERA W HISTORII FESTIWALU?

- Nie potrzebujemy wychodzić na bis, możemy grać jak długo chcemy - tak Dave Grohl mniej więcej około drugiej godziny koncertu Foo Fighters zapowiedział publiczności, że nigdzie się nie wybiera. Oczywiście nie można było oczekiwać, że będzie grał wiecznie, ale 20 utworów, w tym kilka w wydłużonych wersjach, gościnny występ Alison Mosshart z The Kills, prawie 2 i pół godziny na scenie, rewelacyjny kontakt z fanami i energia publiczności płynąca w stronę sceny każą zadać sobie pytanie, czy nie był to najlepszy koncert Open’era w całej historii festiwalu - dodają organizatorzy.

Występ Foo Fighters, czwartkowych headlinerów miał wszystko to, czego oczekuje się od rockowego spektaklu w jego energetycznym i przebojowym ujęciu. Nieco innych emocji użyli podczas swojego występu Radiohead, świętujący właśnie 20. rocznicę wydania swojego przełomowego albumu "OK Computer". Grupa Thoma Yorke'a poszła pod prąd, rezygnując z największych przebojów na rzecz koncertu obrazującego różne etapy działalności, od "Daydreaming" z najnowszej płyty, po "Street Spirit" z początków kariery.

MŁODE GWIAZDY

The xx i Lorde ostatniego dnia zagrali wyjątkowe koncerty. To były dwa różne koncerty młodych gwiazd - lekko zawstydzeni swoją popularnością The xx i pulsująca energią, porywająca Lorde mają przecież wspólny mianownik - emocjonalny kontakt z publicznością i opowieść o samotności w przeładowanym bodźcami świecie.

Z tego samego źródła w początkach swojej kariery czerpał The Weeknd. Abel Tesfaye przyjechał na Open’'ra opromieniony sławą swoich dwóch albumów i kilku singli, które wspięły się na szczyty list przebojów na całym świecie. Jego pierwszy koncert w Polsce zgromadził tysiące fanów i, jak kilka poprzednich podobnych wydarzeń z wcześniejszych edycji (choćby występ Drake'a), pokazał że rap i nowe r'n'b to dziś najpopularniejsze gatunki muzyczne na świecie.

TŁUMY NIE TYLKO POD GŁÓWNĄ SCENĄ

Dlatego nie dziwił też gigantyczny tłum pod główną sceną i na Tent Stage, kiedy meldowali się na nich kolejno: Quebonafide, Rae Sremmurd, G-Eazy, Mac Miller, O.S.T.R. i wreszcie Taco Hemingway, który od czasu pierwszego koncertu na Open'erze w 2015 roku przeszedł wzorcową drogę zdobywania należnej mu popularności. Jak podkreślają organizatorzy, występ na Orange Main Stage z fragmentami jego koncepcyjnego, dziejącego się w Trójmieście "Marmuru" stał się pewnego rodzaju klamrą zamykająca dwuletni etap kariery.

Alter Art zapewnia, że wymienieni wyżej polscy artyści to tylko fragment licznej grupy, na której koncertach stawiał się komplet fanów. I nie jest istotne, czy chodzi o Brodkę, reaktywowany na jeden krajowy koncert Grammatiku, czy obecnej właściwie wyłącznie w internecie Bitaminie - wszędzie ich twórczość przyjmowana była entuzjazmem tysięcy gardeł.

opr. hb