Studio polityka

Prowadzi:  Piotr Kubiak, Jarosław Popek

11:05

piątek,

22 października 2021

Związkowcy przywitani w Luksemburgu zasiekami i opancerzonymi wozami. "Unia uwierzyła w swoją propagandę"

Związkowcy z "Solidarności" zostali przywitani w Luksemburgu zasiekami i opancerzonymi wozami. Między innymi o tym rozmawiali Piotr Kubiak i Jarosław Popek oraz ich goście: Marek Formela z "Gazety Gdańskiej" i portalu Wybrzeże24.pl i Andrzej Potocki z tygodnika "Sieci" i portalu wPolityce.pl wraz z gościem specjalnym - Jackiem Karnowskim, redaktorem naczelnym tygodnika "Sieci".

Jacek Karnowski stwierdził, że Unia Europejska uległa wykreowanej przez siebie wizji. - Unia uwierzyła w swoją propagandę, że to jest dziki Wschód, dzicy ludzie, górnicy umazani węglem. Przyjadą i zniszczą nam tę Wieżę Babel, którą budujemy. Oczywiście jest tak, że demokracja demokracji nierówna. Demokracja lewicowa zawsze zasługuje na szacunek, uznanie i pomnożenie przez dziesięć. Pan Weber kłamał dwa razy, mówiąc o kilkuset tysiącach polskich flag na Wiecu Niepodległości Donalda Tuska, ale marsz za rodziną we Francji jest niesłuszny, zasługuje na potępienie i pogardę, a Marsz Niepodległości to już faszyzm. Zobaczymy, ale myślę, że na Marszu Niepodległości będzie teraz wielu ludzi, bo jest poczucie, że sprawy się rozstrzygają. Ale warto demonstrować, trzeba zawsze walczyć tak, jak można, korzystając ze wszystkich możliwości, wywierać presję. Szacunek dla tych ludzi, którzy pojechali. Ale w tle jest ważniejsza sprawa, bo Europa zaczyna dławić się swoją szaloną polityką energetyczną - mówił.

Marek Formela odniósł się do symbolicznego znaczenia drutów. - W Luksemburgu druty są symbolem demokracji, w Polsce są symbolem represji. Czekam na wystąpienie Manfreda Webera, że w Luksemburgu pojawili się polscy patrioci, bo tego mi brakuje - ironizował.

Andrzej Potocki wyraził wątpliwość, czy służby porządkowe posuną się do użycia siły. - Nie sądzę, żeby rząd Luksemburga posunął się tak daleko. Związkowcy raczej przestrzegają przepisów, jest ich tam tylu, ilu miało być i na ilu rząd zezwolił ze względu na ograniczenia covidowe, czyli około dwóch tysięcy. To i tak jest bardzo dużo, bo gdyby nie ograniczenia, przyjechałoby trzy razy tyle. W końcu sprawa jest dla tych ludzi bardzo istotna, bo to są ich miejsca pracy i rozbój w biały dzień, który uprawia Unia Europejska pod wodzą Trybunału, tak zwanej, Sprawiedliwości. Prowokuje ich do wystąpień, ale raczej nie dojdzie do żadnej jatki. Zresztą rząd Luksemburga chucha na zimne i te bariery są efektem demonstracji Żółtych Kamizelek we Francji, gdzie rzeczywiście dochodziło do dantejskich scen - sugerował.

Andrzej Potocki odniósł się też do tematu palmy w Oliwie. - Chciałbym przypomnieć, że na renowację czy przywrócenie do życia tej palmy wydano 30 milionów złotych - wskazywał.

Jacek Karnowski został zapytany o to, jak warszawscy dziennikarze odbierają problemy Trójmiasta. - Na pewno mamy poczucie, że to są problemy szczególnie zintensyfikowane. To patologie obecne wszędzie: ojkofobia, czyli niechęć do wspólnoty narodowej, zachłyśnięcie się poniemieckimi murami. To w jakiejś mierze jest wszędzie, nawet na Mazurach czy, powiedzmy, w Zielonogórskiem. Natomiast tutaj skala tego jest porażająca. Liczę tylko, że nastąpi jakieś otrzeźwienie, że polskość nie może dalej być czymś wstydliwym - mówił.

Na koniec Marek Formela skomentował inicjatywę nadania jednemu z gdańskich tramwajów imienia Gedanii (ostatecznie do nadania nazwy nie doszło). - Czuję się zakłopotany, bo redakcja "Gazety Gdańskiej" zainspirowała tkwiących w letargu radnych Gdańska do myślenia o Gedanii w sposób bardziej intensywny, a wynikało to z faktu, że jak była bardzo przyzwoita uroczystość z okazji 99 urodzin klubu, to poza radnym Andrzejem Skibą nie zauważyłem nikogo, kto byłby zainteresowany tym ważnym fragmentem gdańskiej historii. Jak rozejrzeliśmy się dookoła, zauważyliśmy, że nie ma ulicy Gedanii ani Pokoleń Gedanii. Uważaliśmy, że skoro jest ulica Pokoleń Lechii Gdańsk, to nie byłoby pokoleń Lechii Gdańsk bez pokoleń Gedanii Polska i z tym przesłaniem wyrwaliśmy z marazmu kilku gdańskich radnych, żeby zobaczyli, że nie ma ulicy ani tramwaju i podjęli jakieś działania - przypominał.