Magazyn morski

Prowadzi:  Anna Rębas

18:05

środa,

28 października 2020

Trwają przygotowania do prac badawczych na "Karlsruhe". Są podejrzenia, że mógł przewozić Bursztynową Komnatę

Czas przed pierwszym listopada to okres, gdy odwiedzamy groby naszych najbliższych. Nie zawsze możemy zapalić znicz dla tych, którzy zginęli na morzu. Wiele wraków, leżących na dnie Bałtyku, także tych zatopionych w czasie drugiej wojny światowej, skrywa swoją historię pod wodą.

Na dnie Bałtyku, na głębokości 27 metrów, spoczywa wrak polskiego promu "Jan Heweliusz". 26 lat temu, 14 stycznia 1993 roku zatonął on u wybrzeży niemieckiej wyspy Rugia.

Na dnie morza leży też wrak "Wilhelma Gustloffa". 30 stycznia 1945 r. płynący z Gdyni statek został storpedowany przez radziecki okręt podwodny i zatonął na wysokości Łeby. "Gustloffem" płynęło, według różnych źródeł, od ponad 6 do 10 tys. osób – głównie niemieckich cywilów. Z katastrofy uratowano ok. 1200 rozbitków, w tym Łucję Bagińską, gdyniankę, z którą Anna Rębas rozmawia w audycji.

W 1994 r. Polska uznała wrak "Wilhelma Gustloffa" za mogiłę wojenną, co wiąże się z zakazem nurkowania nie tylko na sam statek, ale też w promieniu 500 metrów od niego.

CZEKAJĄCY NA ZBADANIE

W 1945 roku parowiec "Karlsruhe" brał udział w morskiej ewakuacji niemieckich mieszkańców z terenów Prus Wschodnich. Na pokładzie parowca było 360 ton ładunku i ponad 1000 osób. Uratowało się nieco ponad 100. Statek został zatopiony przez radzieckie samoloty.

 

 

Nurkowie szukali parowca ponad rok. W określeniu pozycji pomogły raporty radzieckich pilotów. Wrak spoczywa kilkadziesiąt kilometrów na północ od Ustki, na głębokości 88 metrów. Jest praktycznie nietknięty.

PIERWSZE KROKI W STRONĘ WSPÓŁPRACY

Odbyło się już spotkanie z urzędem morskim w sprawie wspólnych poszukiwań na wraku ze specjalistycznym sprzętem. Być może jednostka mogła przewozić elementy zaginionej Bursztynowej Komnaty. Informacja ta elektryzuje środowisko historyków i płetwonurków.

Parowiec, który zatonął pod koniec wojny, po roku poszukiwań znaleźli we wrześniu polscy nurkowie z grupy Baltictech. Jak mówi Magdalena Kierzkowska z Urzędu Morskiego w Gdyni, na początek urzędnikom chodzi o formalne potwierdzenie, że mają do czynienia z "Karlsruhe".

- Planowane są wspólne działania urzędu morskiego, konserwatora zabytków, reprezentowanego przez Narodowe Muzeum Morskie, a także służb archeologicznych i nurków z Baltictech - poinformowała w audycji Magdalena Kierzkowska.

POMIARY ZA POMOCĄ ECHOSONDY I SONARU

Rzecznik Urzędu Morskiego w Gdyni podkreśla, że akcja jest uzależniona od warunków pogodowych i sytuacji epidemicznej. Potwierdzają to nurkowie. Prawdopodobnie jeszcze w tym roku zostanie podjęta próba zobrazowania batymetrycznego na podstawie pomiarów hydrograficznych. Będą wykonane za pomocą echosondy wielowiązkowej i sonaru holowanego. - Będzie podjęty też przegląd wizyjny wraku z wykorzystaniem pojazdu podwodnego - dodaje Magdalena Kierzkowska. 

OSTATNI STATEK PRZED WEJŚCIEM ROSJAN

"Karlsruhe" był ostatnim statkiem, opuszczającym Piławę przed zajęciem Prus Wschodnich przez Rosjan - stąd prawdopodobieństwo, że mógł przewozić Bursztynową Komnatę. Tam była widziana po raz ostatni.

Okręt spoczywa kilkadziesiąt kilometrów na północ od Ustki, na głębokości 88 metrów. - Jest praktycznie nietknięty - mówią nurkowie.

- Dalsze działania będą ustalane wspólne z instytucjami odpowiedzialnymi za ochronę podwodnego dziedzictwa kulturowego – informuje urząd morski.


(Fot. Tomasz Stachura)
Zobacz Galerię