Co za Historia

Prowadzi:  Wojciech Suleciński

11:05

środa,

07 lipca 2021

Grać czy nie grać? Historyk o trudnej sytuacji polskich gwiazd kinowych w czasie okupacji niemieckiej

Gościem Wojciecha Sulecińskiego był Bartosz Januszewski z Oddziałowego Biura Edukacji Narodowej Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku, który opowiedział słuchaczom o trudnych i często skomplikowanych losach polskich aktorów filmowych.


Bartosz Januszewski podkreślał, że postawy i losy artystów filmowych i scenicznych odzwierciedlały zachowania całego społeczeństwa.

- Byli zatem ci, którzy walczyli z bronią w ręku albo ich orężem było słowo lub piosenka. Byli oczywiście również tacy jak większość społeczeństwa, którzy po prostu starali się przeżyć koszmar okupacji, nie angażując się, ale też nie wchodząc w jakąkolwiek formę kolaboracji. Zdarzały się oczywiście też haniebne jej przykłady – mówił gość Radia Gdańsk.

Bartosz Januszewski wskazywał, że sytuacja aktorów była trudniejsza niż przedstawicieli wielu innych zawodów.

- Artyści uważani byli za swego rodzaju duchowych przewodników narodu, pewnie sami też chcieli być tak postrzegani. W czasie wielkiej próby, jaką były lata 1939-1945, wymagano od nich więcej niż od przedstawicieli innych grup zawodowych. Lekarze w zasadzie mogli wykonywać swój zawód, adwokaci mieli swoje praktyki adwokackie. Część zawodów mogła kontynuować swoją pracę. Natomiast od elit, czyli ludzi pióra, dziennikarzy, artystów filmowych i scenicznych wymagano postawy niezłomnej, co mogło skutkować tym, że ci ludzie po prostu z dnia na dzień tracili źródło utrzymania - mówił.

- Osobom, które w zdecydowanej większości utrzymywały się tylko i wyłącznie z pracy artystycznej, ciężko było przekwalifikować się na zawody bardziej praktyczne, odbiegające od ich dotychczasowych profesji. Ludzie sztuki w ogóle często są pozbawieni zmysłu praktycznego, wewnętrznym imperatywem jest dla nich bycie aktorem, poetą i ciężko jest im dostosować się do tak drastycznie zmieniającej się rzeczywistości, jaka miała miejsce na początku okupacji. W związku z tym powstawał zasadniczy dylemat: grać czy nie grać? Na jednej szali trzeba było położyć kwestię utrzymania siebie, a często również licznej rodziny. Tutaj przykładem jest chyba najwybitniejszy polski aktor komediowy Adolf Dymsza, który miał na utrzymaniu żonę i szóstkę niepełnoletnich dzieci. Z drugiej strony gra w jawnych teatrach czy na scenach wodewilowych, koncesjonowanych przez niemieckiego okupanta, była uznawana za wątpliwą etycznie. Ten dylemat każdy rozstrzygał indywidualnie – podkreślał gość audycji.

Niektórzy aktorzy wykazywali się niezłomnością. - Byli artyści, którzy pomimo nacisków władz niemieckich nie godzili się na grę w filmach propagandowych o charakterze antypolskim. Trzeba tu wspomnieć przede wszystkim o fabule Heinker, jednym z najbardziej haniebnych, antypolskich, by nie powiedzieć polakożerczych filmów. Ale odmawiali też gry na koncesjonowanych scenach. Musieli zatem próbować odnaleźć się w tej rzeczywistości i przekwalifikować się, zostać tramwajarzem, roznosicielem gazet, niektóre aktorki pracowały jako karmicielki wszy w instytucie prof. Rudolfa Weigla – mówił Bartosz Januszewski.