Co za Historia

Prowadzi:  Wojciech Suleciński

11:05

środa,

10 marca 2021

Lojalność i żądza gwałtownej rewolucji. Dwa podstawowe kryteria przy doborze kadr do aparatu władzy w 1944 roku

8 marca 1968 roku na Uniwersytecie Warszawskim wiec studentów został stłumiony przez tzw. aktyw robotniczy. Na Pomorzu 15 i 16 marca 1968 roku doszło do demonstracji ulicznych, także stłumionych przez policję. O tym w audycji "Co za historia", Wojciech Suleciński rozmawiał z prof. Grzegorzem Berendtem. W rozmowie mówiono również o gdańskiej perspektywie tych wydarzeń.

- Wiedza, którą dysponujemy na temat tamtych wydarzeń, skłania do stwierdzenia, że mieliśmy do czynienia z dwoma czynnikami: z jednej strony narastającym społecznym zmęczeniem, dotyczącym rożnych aspektów ówczesnego życia, z drugiej dążeniem niektórych polityków PZPR, aby dokonać zmiany na najważniejszych stanowiskach, a przede wszystkim, aby odsunąć na boczny tor Władysława Gomułkę. Od października 1956 roku ponownie kierował partią komunistyczną - mówił prof. Grzegorz Berendt.

- Generalnie legalnie, półlegalnie działali przedstawiciele szeroko rozumianej opcji lewicowej. Te osoby, które prezentowały przywiązanie do innych idei, były skutecznie pacyfikowane. Rok '56 niewiele zmienił. Część inteligencji, środowisk studenckich, postrzegała Gomułkę i ludzi z jego najbliższego kręgu jako konserwatystów. Pamiętajmy, że wówczas w kraju byli komuniści, którzy uważali Gomułkę za odstępcę od doktryny komunistycznej. Za człowieka, który nie zrealizował, w ich mniemaniu, ważnych postulatów ideowych. Paradoksalnie Gomułka był przedstawicielem opcji centrowej - tłumaczył prof. Grzegorz Berendt.

- Zacznijmy od tego, że kilkanaście tysięcy osób, które tworzyły ruch komunistyczny przed II wojną światową, generalnie nie lubiły systemu wartości, rozwiązań ustrojowych, społecznych, które funkcjonowały na ziemiach polskich. Nie lubili tego ludzie, należący do ruchu komunistycznego niezależnie od tego, jakiej byli narodowości. Wszyscy ci, niezależnie czy wywodzący się z rodzin żydowskich, polskich czy białoruskich itd., chcieli zupełnie innego społeczeństwa. W związku z tym nie lubili wspólnot religijnych, do których przynależały ich rodziny, nie lubili frazeologii narodowej i partii narodowo-niepodległościowych. W tym sensie ludzie, którzy przejęli władzę w 1944 roku w początkowym okresie byli swoistym monolitem. Chcieli rewolucji, gwałtownej, powszechnej zmiany jakościowej. W tym wymiarze komuniści, wywodzący się ze środowiska żydowskiego, których rodzice byli Żydami, ruszyli ramię w ramię ze swoimi rodakami wywodzącymi się z rodzin innych narodowości. Byli przekonani, że uda im się dokonać zmian. Decydując się nawet na popełnianie zbrodni, łamanie wszelkich podstawowych zasad, związanych chociażby z poszanowaniem własności, wolności sumienia, religii. Było to dla nich kosztem niezbędnym do stworzenia modelu społecznego, który oni uznawali za słuszny. Kryterium podstawowym przy doborze kadr do aparatu władzy od 1944 roku była lojalność - tłumaczył prof. Grzegorz Berendt.