Wiadomości
Fot. Agencja KFP/Maciej Kosycarz

czwartek,

14 września 2017

10:05

Maćkowy, Bomi, Malma. Sentymentem nie wygramy z brutalnym prawem rynku

Browar Gdański, Malma, Atlantic czy ostatnio Maćkowy. Rozpoznawalne na Pomorzu marki upadają, ale życie toczy się dalej. - Na rynku utrzymują się ci najlepsi i to jest rzecz zupełnie naturalna - komentuje zjawisko ekspert. Trudno jednak nie westchnąć do serków homogenizowanych, kultowego piwa EB, czy masła extra.
W ostatnich dniach tąpnęło wiadomością o upadku Mleczarni Maćkowy. Do końca grudnia ponad 200 pracowników będzie musiało zmienić miejsce zatrudnienia. To nie pierwszy, spektakularny upadek dużych zakładów kojarzonych z naszym regionem. - 30 lat historii i co, tak po prostu koniec? - pytają mleczarze zatrudnieni w przedsiębiorstwie. I trudno im się dziwić – przyzwyczajenia i sentymenty grają ważną rolę, ale tę nadrzędną zawsze przejmuje rachunek ekonomiczny.


Trudno mówić o regule i przyczynach – na świecie upadają nawet najwięksi giganci. Postanowiliśmy jednak przyjrzeć się historii kilku przedsiębiorstw.

UBOGI WSCHÓD POCZĄTKIEM PROBLEMÓW

W 2015 roku zbankrutował jeden z najbardziej znanych polskich producentów bielizny - Atlantic. Większość produktów Atlantica szło na eksport na Ukrainę i do Rosji. Gdy tamtejszy rejon zaczęła trawić wojna, pojawiły się problemy. Zakład wyraźnie obniżył loty, z roku na rok notując coraz mniejsze dochody. Ostateczne słowo należało jednak do polskiej skarbówki, która nie zgodziła się na ratalne rozłożenie 5-milionowego podatku VAT. Dla przedsiębiorstwa był to gwóźdź do trumny.

KRĘTE ŻYCIE JAK MAKARON

Michel Marbot, to człowiek, któremu polska rzeczywistość zniszczyła życie. Francuz zakochany w Polce, przybywa do kraju, w którym właśnie upada komunizm i chce w sposób respektujący prawa pracownika, budować poważny biznes. Jako pierwszy pracodawca w Polsce, ubezpiecza prywatnie pracowników malborskiego zakładu produkującego makarony. Dba o jakość produktu sprzedawanego oraz o innowacyjność miejsca pracy. Firma pod koniec lat 90. jest u szczytu sławy, makarony reklamuje nawet ikona włoskiego filmu, Sophia Loren. Prosperity jest na tyle silne, że właściciel decyduje się na wykupienie kolejnego zakładu, tym razem we Wrocławiu.

WESZŁA UNIA, PADŁA MALMA

Sielanka trwała do 2004 roku – po wejściu Polski do Unii Europejskiej zmieniły się procedury wytwarzania makaronu. Nie można było używać specjalnego barwnika, który był podstawowym składnikiem tych produkowanych przez Malmę. Zaczął się pojedynek o to, kto najlepiej przystosuje się do nowych prawideł rynku. Malma potrzebowała funduszy, by liczyć się w walce.

lud2556j
Sophia Loren przybyła do Malborka reklamować makarony Malma/ fot. Agencja KFP/Wojtek Jakubowski

Planowane inwestycje oceniono na około 50 milionów złotych, więc Michel Marbot i jego pracownicy zaczęli szukać pieniędzy. W 2002 roku Malma otrzymała od banku Pekao SA propozycję kredytu konsolidacyjnego oraz wejścia na giełdę, aby pozyskać kapitał, który pozwoliłby kredyt spłacić. Trzy lata później, bank Pekao SA zażądał od Malmy natychmiastowej spłaty pożyczki. Spółka w efekcie została zmuszona do ogłoszenia upadłości.

CZAS NA EB

Jeszcze kilka lat temu koneserzy musieli jeździć za zachodnią granicę, by przypomnieć sobie jego smak. EB – piwo symbol, kojarzące się w latach 90 z zachodnim luksusem, upadało równie spektakularnie jak wchodziło na rynek. A wchodziło z wielkim przytupem. Dyrektor Elbrewery Czesław Dębski chwalił się możliwością wyprodukowania 3 mln hektolitrów złotego napoju rocznie. Zapowiadał jednocześnie, iż dzięki temu skończą się kłopoty z chwilowymi brakami EB na sklepowych półkach. Któż by pomyślał, że w 2004 r. Tego produktu w ogóle zabraknie. A wszystko przez nieszczęsną fuzję z Grupą Żywiec w 1998 roku. Ta w praktyce przejęła giganta z Elbląga, ze skutkiem natychmiastowym powodując spadek sprzedaży trunku o 25%. Jean Reno, Artur Żmijewski i ówczesna miss Polonia – to gwiazdy, które reklamami miały ratować wizerunek EB. Zabrakło jednak jasnego, prostego przekazu, a skoro nie zadziałał ten pompatyczny, kosztujący 50 mln zł, na browarze postawiono krzyżyk. Wszystko zbiegło się w czasie z zamknięciem produkującego trunek browaru w Braniewie. I taki był koniec tamtego, prawdziwego EB.

BOMI WOLNO, BO MNIE STAĆ

Asortyment z wyższej półki – tak najłatwiej scharakteryzować to, co odnajdowaliśmy na półkach sklepów Bomi. Niebieski szyld z banerem wypełnionym owocami był znakiem firmowym sklepu, w środku którego czekały na konsumentów wyższe ceny ale i jakość, której bliżej do parówek z 90 proc. zawartością mięsa niż tego oddzielanego mechanicznie. Słowem było drogo ale zdrowo i to głównie w przeważającej większości w Trójmieście.

bm21a


8 sklepów w Gdańsku, 3 w Gdyni w strategicznych częściach miast, czyniły markę znaną i rozpoznawalną. W marcu 2015 roku Bomi było winne bankom łącznie 230 mln zł. Sieć zalegała z płatnościami także setkom dostawców – w tak niechlubny sposób skończyła się historia tego marketu. Zdaniem większości klientów pogrzebały go wygórowane ceny.

NIE TYLKO POLSKA PRZYPADŁOŚĆ

Spektakularne upadki potężnych przedsiębiorstw zdarzają się na całym świecie, a ich przyczyny są wielorakie. W czasach świetności połową rynku telefonów komórkowych zarządzała Nokia. Wprowadzenie urządzeń dotykowych oraz systemów Android i iOS doszczętnie zniszczyło jednak fińskiego giganta. Podobnie było w przypadku gigantycznego przed laty, a dziś już znacznie marginalnego na rynku fotograficznym Kodaka. Wskutek powstania technologii cyfrowej, firma błyskawicznie dała się zepchnąć ze szczytu. Pan American World Airways, Lehman Brothers, a ostatnio nawet Air Berlin – przykłady bankructwa kolosów można mnożyć.

WSPÓŁCZUCIE TO JEDNO, RYNEK TO DRUGIE

Nie ma więc reguły – ryzyko upadku grozi tak samo potężnym, stabilnym markom, jak i mniejszym przedsiębiorstwom. Paleta przyczyn rozciąga się od chwiejności banków, przez niestabilną sytuację geopolityczną, brak rozwoju i innowacyjności samego przedsiębiorstwa, po choćby ułomność systemów podatkowych. - W mentalności nas wszystkich spojrzenie na te procesy musi się nieco zmienić. W PRL-u byliśmy przyzwyczajeni, że jeśli powstawało jakieś przedsiębiorstwo, to trwało na wieki. Gospodarka rynkowa powoduje, że na rynku utrzymują się tylko ci najlepsi i to jest rzecz zupełnie naturalna – mówił dr hab. Prof. UG Henryk Ćwikliński. Inną sprawą jest przyzwyczajenie. - Lubimy przywiązywać się do produktów, traktujemy je z sentymentem i obdarzamy zaufaniem - mówi specjalistka od marketingu, Marta Kiedrowska. - Oczywistym jest jednak, że ulubione produkty są zastępowane następnymi, potem jeszcze kolejnymi, a ludzie przechodzą nad tym do porządku dziennego - dodaje.

PRAWO MUSI POMAGAĆ?

Reguły unijne znacznie ograniczają pomoc publiczną dla przedsiębiorstw. Te istnieją bowiem po to, by przynosiły dochody. Życie gospodarcze zaś nie znosi próżni. - Choćby na terenach i majątku dawnej stoczni Gdynia, po jej upadku, działa mnóstwo przedsiębiorstw o charakterze stoczniowym – dodaje  dr hab. Prof UG Henryk Ćwikliński.

Któż nie tęsknił za rozbudzającym emocje spotem reklamowym piwa EB? Komu nie zdarzyło się westchnąć za Sophią Loren i jej wdzięczną konsumpcją makaronów Malma? Podobnie będzie z Maćkowymi, które stały się mlecznym symbolem Gdańska. Dla nas to problem sentymentu, brak loga na pudełku, czasami deficyt smaku. Dla ludzi tam pracujących strach o byt, konieczność przekwalifikowania się i szukania miejsca w życiu. Oby skutecznie.

Paweł Kątnik