Wiadomości
Falochron w Ustce. Fot. Radio Gdańsk/Paweł Drożdż

poniedziałek,

11 września 2017

14:12

3,5 miesięczna Oliwia walczy o życie po tym, jak wpadła do kanału portowego w Ustce. Są wstępne ustalenia policji

Lekarze walczą o życie 3,5-miesięcznej Oliwii, która w sobotę wpadła do kanału portowego w Ustce. Stan dziecka cały czas jest bardzo ciężki. Niemowlę przebywa w szpitalu w Gdańsku, gdzie zostało wprowadzone w stan śpiączki farmakologicznej. Prokuratura przeprowadziła pierwsze oględziny miejsca, gdzie niemowlę wpadło do kanału portowego. Według wstępnych ustaleń policji, był to nieszczęśliwy wypadek, a nie karygodne zaniedbanie rodziców.

Okoliczności zdarzenia cały czas są wyjaśniane. Według pierwszych ustaleń, do wypadku doszło w momencie, gdy rodzice, którzy spacerowali po falochronie w Ustce, na chwilę zatrzymali się kilka metrów od pomnika Usteckiej Syrenki. Nawierzchnia falochronu jest tam wyprofilowana w taki sposób, aby woda w czasie opadów czy sztormów, spływała po jego powierzchni do morza.

"TO BYŁA NORMALNA, ZWYKŁA RODZINA"

- Małżeństwo było z dwójką dzieci, w tym 3,5-miesięczną dziewczynką, która znajdowała się w wózku. W trakcie spaceru doszło do incydentu. W nieustalonych jeszcze w szczegółowo okolicznościach, wózek nagle stoczył się do kanału portowego. Spadł, uderzając wcześniej o betonową podporę i następnie wpadł do wody. Dziecko wpadło do wody. Na szczęście był tam w pobliżu mężczyzna, który zareagował i wskoczył do wody. Wyciągnął dziecko na brzeg. Później zostało ono przekazane służbom ratowniczym - mówił Robert Czerwiński, rzecznik słupskiej policji. - To była normalna, zwykła rodzina, ciesząca się pobytem nad morzem. Jedna sytuacja odmieniła ich życie - dodał komisarz.

Policja prowadzi dochodzenie pod kątem narażenia dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Rodzice niemowlęcia nie zostali jeszcze przesłuchani. Oboje byli trzeźwi. W poniedziałek zebrane dowody zostaną przekazane do Prokuratury Rejonowej w Słupsku. Funkcjonariusze podkreślają, że najpewniej był to nieszczęśliwy wypadek, a nie karygodne zaniedbanie rodziców.

"Z PUNKTU WIDZENIA RODZICA TO JEST STRASZNE"

Po falochronie w Ustce codziennie spacerują turyści i mieszkańcy. W poniedziałek wielu z nich zatrzymywało się w miejscu, gdzie doszło do wypadku.

- Oni sobie przecież tego nie zaplanowali. To było coś, czego nie możemy przewidzieć. Z punktu widzenia rodzica to jest straszne. Idziemy sobie na spacer, chcemy aby ten czas był wspaniały, a jednak coś się wydarzy tragicznego. Nie mogę sobie nawet tego wyobrazić, to jest straszne - mówiła młoda kobieta, która spacerowała po falochronie ze swoim dzieckiem.

- Nie chcę tego oceniać. Może to niedopatrzenie kogoś. Nieuwaga, albo ktoś się wygłupiał. Ciężko powiedzieć - dodał inny mężczyzna.

- Z tego co ja słyszałem, to wózek stał na podeście, kobieta na chwilę od niego odeszła, czy coś takiego i ten wózek zsunął się i spadł tutaj na ten podest. Dziecko jak już wyłowili, to nie płakało. Za chwilę przyjechała karetka i dopiero wózek wyciągnęli - relacjonował jeden ze spacerowiczów, który zaznaczał, że nie był bezpośrednim świadkiem zdarzenia.

Posłuchaj materiału:

Paweł Drożdż/hb