Wiadomości
CWS T-1 – polski samochód osobowy. Został skonstruowany w Centralnych Warsztatach Samochodowych. Fot. Radio Gdańsk/Jacek Klejment

sobota,

10 czerwca 2017

10:13

Pierwszy polski samochód CWS T-1. Mechanik z Wejherowa ożywił legendę [GALERIA]

Zbudowanie samochodu sprzed 90 lat na podstawie szkicu i kilku czarno-białych zdjęć - to naprawdę możliwe. Konstruktor z Wejherowa dokonał czegoś, co większości wydawać by się mogło poza zasięgiem.
CWS T-1 powstał w 1927 roku, a w ciągu 4 kolejnych lat wyprodukowano ich blisko 800. Do dziś nie przetrwał żaden. Dzięki niesamowitej pasji, pierwszy polski samochód znowu wyjechał na polskie drogi. 

Konstruktor, wizjoner, pasjonat, mechanik, artysta - to przedstawienie człowieka, dzięki któremu coś, co większości wydawało się niemożliwe, stało się realne. Tacy jak on udowadniają, że wszystko jest w naszym zasięgu. Nawet stworzenie samochodu sprzed 90 lat na podstawie szkicu i kilku czarno-białych zdjęć.

Mowa o Ludwiku Rożniakowskim i jego niesamowitym osiągnięciu, jakim jest stworzenie w pełni sprawnej repliki pierwszego polskiego samochodu CWS T-1. Ale zacznijmy od początku.

PIERWSZY POLSKI SAMOCHÓD

Powstał w 1927 roku w Centralnych Warsztatach Samochodowych w Warszawie. Auto CWS T-1 wzięło nazwę właśnie od miejsca, w którym było montowane. W ciągu 4 lat wyprodukowano ich około 800 sztuk, z których większość, bo aż 500, było samochodami osobowymi. Konstrukcja CWS-a pozwalała na uniwersalne zastosowanie. Produkowany był w kilku wersjach: Torpedo, Kareta, Fałszywy Kabriolet dwudrzwiowy oraz zwykły kabriolet czterodrzwiowy. Były też produkowane tzw. Sanitarki, czyli samochody do transportu chorych oraz półciężarówki.

plan1


CWS T-1 wyposażony był w benzynowy, górnozaworowy silnik o pojemności 3 litrów i mocy od 45 do 61 KM, skonstruowany przez inż. Tadeusza Tańskiego w 1924 roku. Co ciekawe, silnik wyprzedzał epokę. Nie można było osiągnąć właściwej mocy ze względu na brak odpowiednich paliw w tamtym czasie. Silnik stawał się zbyt drogi w produkcji.


WYSTARCZYŁ JEDEN KLUCZ


Samochód posiadał stalowo-drewniane nadwozie, zaprojektowane przez inż. Stanisława Panczakiewicza. Do złożenia go wystarczył jeden klucz. Wszystkie śruby w samochodzie posiadały ten sam gwint. Wyjątkiem były świece zapłonowe, których gwint był nieco większy. Jego głównymi użytkownikami było wojsko, urzędy państwowe, ale też osoby prywatne. Auto było piękne, luksusowe i rewolucyjne, a jednak wstrzymano jego produkcję.

SAMOCHODY ZNISZCZONO - ZGODNIE Z UMOWĄ


Jednym z powodów było niewielkie zainteresowanie osób prywatnych. Chodziło o zbyt wysoką cenę. W przypadku uszkodzenia samochodu, pomoc drogowa mogłaby nie przyjechać, a warsztatu samochodowego w okolicy nie było. Jednak najważniejszym powodem było podpisanie licencji z włoskim Fiatem. Umowa zmusiła do wstrzymania produkcji konkurencyjnego samochodu, a nawet do zniszczenia tych, które aktualnie znajdowały się w produkcji. Pokazywało to, jak bardzo Fiat mógł obawiać się polskiej konstrukcji.

plan5


W okresie II wojny światowej większość samochodów została zniszczona, ale są podejrzenia, że kilka modeli ostało się gdzieś na terenie byłego Związku Radzieckiego. Niestety, są to niepotwierdzone informacje. Jedyne aktualnie miejsce, gdzie znajduje się ten niezwykły samochód, a co najważniejsze jeździ, jest Wejherowo.

MAŁY WARSZTAT I OGROMNA DETERMINACJA

Brakowało dokumentacji technicznej, nie było żadnego egzemplarza, na którym można było się wzorować, a czarno-białe zdjęcia dawały więcej pytań niż odpowiedzi, a jednak - udało się.

plan2


Przez lata Ludwik Rożniakowski pracował w warsztatach samochodowych, a od lat 80. w zakładach drzewnych. Po latach fascynacji starą motoryzacją stwierdził, że skoro tych samochodów już nie ma, trzeba je odtworzyć.

8 TYSIĘCY GODZIN

- Cóż można powiedzieć o pierwszym polskim samochodzie i nie móc go dotknąć? Zachowały się jedynie wtórne rysunki i marnej jakości czarno-białe zdjęcia. Mimo wszystko uparłem się, żeby go zbudować. Zajęło mi to 3 lata, a dokładnie 8 tysięcy godzin pracy - wspomina pan Ludwik.

NIEJEDEN ARKUSZ BLACHY POSZEDŁ NA ZMARNOWANIE

Jak podkreśla konstruktor w rozmowie, potrzebny nam jeszcze jeden, ważny element. - Do tego kompletu, który nam został, trzeba jeszcze dorzucić wyobraźnię. Przed CWS-m wykonałem już jeden samochód. Przez parę lat miałem niezłą szkołę, jeśli chodzi o elementy blacharskie. To było dla mnie najtrudniejsze, bo nigdy wcześniej nie zajmowałem się blacharką i niejeden arkusz blachy poszedł na zmarnowanie - opowiada dalej pan Ludwik.

a36


W tym momencie nasuwa się kolejne pytanie: jaki trzeba mieć warsztat, żeby móc samemu zbudować samochód? Pan Ludwik posiada wszystkie niezbędne narzędzia i maszyny, a w dodatku... sam je zbudował. W rogu warsztatu pokazuje dużą maszynę do cięcia i formowania blachy. Ogromne zaskoczenie pan Ludwik gasi krótko. - Dla mnie zbudowanie takiej maszyny jest proste. Wystarczyło pojechać, kupić i poskładać kilka metalowych elementów - mówi.

NIE ZAWSZE BYŁO TAK ŁATWO

Słuchając pana Ludwika, wszystko wydaje się proste, ale w rzeczywistości, jak sam wspomina - nie raz młotek poleciał przez warsztat. Chodź trudno w to uwierzyć, pan Ludwik wszystkie prace wykonuje sam. Nie ma pomocników ani pracowników i przyznaje, że miał momenty załamania.

- Jeżeli robi się coś samemu, to czasem ktoś musi przytrzymać drugi koniec blachy. Kiedy tej osoby nie ma, wykonuje się akrobatyczne cuda. Mimo różnych trudności, żadna z rzeczy nie została porzucona. Ważny jest początek i koniec - tłumaczy.

A TO NIE KONIEC

Prace pana Ludwika nie kończą się na CWS T-1. Aktualnie konstruktor z Wejherowa pracuje nad Karetą CWS T-1 Orzeł Biały. Jak twierdzi, będzie to "najpiękniejszy polski samochód".

- Będzie jeżdżącym pomnikiem, poświęconym ludziom, którzy wykorzystali talenty, dokonując czegoś bardzo trudnego. W warunkach odbudowy państwa, po 123 latach zaborów, stworzyli piękny, nowoczesny i całkowicie polski samochód. Na mosiężnych klampach zostaną wygrawerowane nazwiska konstruktorów, a na bokach historia tych samochodów i ludzi, którzy ją tworzyli - dodaje pan Ludwik.

cwskareta 2


Kończąc niesamowitą historię samochodu, a właściwie człowieka, który postanowił ją przywrócić, warto zaznaczyć, że pan Ludwik nie robi tego zarobkowo. Wszystkie środki na zbudowanie kolejnych samochodów pozyskuje poprzez pracę "po godzinach". Żaden samochód nie jest na sprzedaż, a każdy, kto chce wspierać pasję Ludwika Rożniakowskiego, może to zrobić, poprzez stronę www.cwst1.pl, gdzie przedstawiona jest cała historia i kontakt z konstruktorem.

Jacek Klejment/mich/mmt


Zobacz Galerię