Wiadomości
Właścicelki wywiweszają wizerunki klientów, którzy "zapomnieli" zapłacić za towar. Fot. Agencja KFP/Krzysztof Mystkowski

piątek,

17 marca 2017

14:14

Okradł im sklep, więc wywiesiły jego zdjęcie. Złodziej pozwał właścicielki, ale sąd umorzył sprawę

Złodziej okradł sklep, a potem sam domagał się sprawiedliwości. Właścicielka sklepu z Gdańska została pozwana przez złodzieja za to, że opublikowała jego wizerunek. Dla Pauliny Zych nie będzie jednak żadnych konsekwencji, bo gdański sąd umorzył sprawę.
Domagający się zadośćuczynienia mężczyzna nie przyszedł na postępowanie pojednawcze. Właścicielka sklepu mówi, że złodziej okradał ich kilka razy. Policjanci zresztą udowodnili mu winę i ukarali grzywną w wysokości 930 złotych.

"ZŁODZIEJ Z HONOREM"

Paulina Zych jest zdziwiona, że jej sprawa w ogóle trafiła do sądu. - Opublikowaliśmy zdjęcia złodzieja, żeby dowiedzieć się, kto to jest i pójść na policję z jego danymi, żeby nie umorzono postępowania z powodu niewykrycia sprawcy. Pan poczuł się pokrzywdzony i obrażony, że zszargaliśmy jego dobre imię i założył sprawę. To po prostu złodziej z honorem - mówi kobieta.

Jak dodaje, mężczyzna okradł sklep kilka razy, ale nie może tego udowodnić. - Ostatnim razem okradł nas na około 270 złotych. Zabrał grill jednorazowy, kilka kaw, bombonierek, pakowaną kiełbasę. Jesteśmy bezradne. Mamy trzech, czterech złodziei dziennie. Okradają nas na około tysiąc złotych miesięcznie. Każde zgłoszenie na policję kończy się umorzeniem. Mimo że idziemy do nich z monitoringiem, to nie wykrywają sprawcy. Nie mają możliwości opublikowania tych zdjęć, więc zrobiliśmy to my. Jestem w szoku, że pozew złodzieja w ogóle został przyjęty, bo dla mnie to absurd. Popierają nas klienci i trzymają za nas kciuki. Podejrzewam, że przy kolejnych kradzieżach także będziemy wywieszać wizerunki złodziei, bo to ich odstrasza - mówi Paulina Zych.

"JESTEŚMY BEZSILNI"

Po opublikowaniu zdjęcia złodzieja, ten przyszedł do sklepu z policją i poproszono właścicielki o zdjęcie fotografii. - Powiedział, że przyjechali po koleżeńsku, bo mogą nam wytoczyć sprawę, jeśli zdjęcie nie zniknie. Znamy tego człowieka z widzenia i wiemy, że jego ojciec jest policjantem, więc zdjęcie zniknęło. Ale nam przede wszystkim chodzi o to, że prawo nie potrafi nam pomóc w tej sytuacji i jesteśmy bezsilni. Są ludzie, którzy kradną kawy, bombonierki, ale przychodzą też osoby, które ukradną bułkę i serek. To nie są bezdomni. Czasem kradną stali klienci, osoby, które znamy z widzenia - dodaje współwłaścicielka sklepu Karolina Zych.

Zgodnie z przepisami wizerunek przestępcy można opublikować tylko za zgodą sądu lub prokuratury.

Joanna Stankiewicz/mar