Sport
PAP/Andrzej Grygiel

poniedziałek,

11 września 2017

19:59

W szaleństwie jest metoda! Lechia ryzykując wydziera zwycięstwo Piastowi

Niebo od piekła w piłkarskich realiach dzielą centymetry.  Przed spotkaniem remis Lechii z Piastem uznano by w Gdańsku za porażkę. W kontekście nieszczęśliwej czerwonej kartki i 45 minutowego osłabienia, na kilka minut przed końcem za sukces. Ale najbardziej popłaca odwaga, a ta dała wreszcie zwycięstwo po 6 spotkaniach posuchy.


Przerwa reprezentacyjna okazała się zbawienna dla gdańskiej Lechii. Trener Piotr Nowak mógł skupić się na wkomponowaniu do zespołu powracającego Sławczewa, oraz nowych Balde i Milosa. 

PREZES O TWARDYM ZDANIU

Okoliczności w jakich Lechia udawała się na dwutygodniową przerwę były, delikatnie mówiąc, nie za ciekawe. Kibice stracili cierpliwość, mieli już dość słabych wyników zespołu, a głównego winowajcę upatrywali w trenerze Piotrze Nowaku. Szkoleniowiec biało-zielonych ma jednak bezgraniczne wsparcie od prezesa Adama Mandziary. Ten jeszcze wczoraj mówił: "Prędzej zwolnię niesprawdzających się w Lechii graczy, niż trenera Nowaka".

JEST ZDECYDOWANIE LEPIEJ

Gdy jednak spojrzeć na grę Lechii w Gliwicach, można znaleźć masę pozytywnych symptomów. W pierwszej połowie było o tempo szybciej, o centymetry precyzyjniej niż przed kilkoma tygodniami. Poprawa detali zdecydowała, że to Lechia narzuciła swój styl gry, prowadziła po pięknej zespołowej akcji, zwieńczonej golem Paixao i miała okazje by to prowadzenie powiększyć. Ale nie to było wreszcie najważniejsze, a przekonanie płynące z murawy - Lechiści wreszcie chcą i są głodni zwycięstw. Paixao odebrał piłkę rywalowi na 35 metrze, chwilę później sam był o krok od wykończenia prostopadłego podania strzałem - a to była tylko przykład, mnożony kilkukrotnie. Widać było jak bardzo strzelony szybko gol, wyzwolił tak potrzebne krytykowanym piłkarzom z Gdańska endorfiny.

KLASYCZNE WIDOWISKO ŚREDNIAKÓW?

Wysoki presing, doskok do rywala posiadającego piłkę i... momentalnie gliwiczanie gubili koncepcje na sprawne wyjście z własnej połowy. Tyle tylko, że tego zapału starczyło do 30 minuty. Wtedy gdy wydawało się, że Lechia kontroluje przebieg gry, odezwał się stary dobry znajomy lechistów, Vranjes który niepilnowany w polu karnym, oddał wyśmienity strzał . Impetu i zapału starczyło więc na kilkanaście minut, później gra przypominała klasyczne widowisko "na remis" pomiędzy 13 a 14 drużyną w tabeli.

ODWAŻNIE ZNACZY ZWYCIĘSKO

I choć nic na to nie wskazywało, Lechia wyszła na drugą połowę, jakby zupełnie zapomniała, że gra bez Sławczewa i z wykartkowanymi zawodnikami defensywnymi. Trener Nowak nakazał swoim podopiecznym atakować, a to, jak się okazało, popłaciło. Szkoleniowiec gdańszczan wpuścił rozgrywającego dobre zawody Daniela Łukasika, zaufał dopiero co zakontraktowanemu Portugalczykowi Balde, a ten wspaniałą akcją indywidualną, zadał cios na 1-2, którego nikt przy Okrzei się nie spodziewał. 

Sukces smakuje w sposób szczególny. Daje szansę na oddech, buduje pozytywną atmosferę i tak zanikającą ostatnio wiarę we własne możliwości. To był tryumf rodzący się w bólach. Wyszarpany, okupiony stratami sił i zawodników, ale ostatecznie zakończony glorią. Póki co rację miał prezes Adam Mandziara - trener pozostaje na stanowisku, a Lechia na właściwym kursie, by odzyskać należną sobie dyspozycję. 

 

pkat