Sport
Fot. PAP/Aleksander Koźmiński

piątek,

19 maja 2017

19:38

Arka bez walki oddała mecz we Wrocławiu. Fatalna forma i sytuacja gdynian

Arka Gdynia przegrała 1:4 ze Śląskiem Wrocław. Gdynianie prowadzili i mogli mieć mecz pod kontrolą, ale zagrali beznadziejnie w obronie, łatwo stracili bramki i bez walki oddali punkty rywalowi. Sytuacja żółto-niebieskich, w kontekście walki o utrzymanie, robi się dramatyczna.
Arka dobrze rozpoczęła mecz. Gdynianie przez pierwsze trzydzieści minut przeważali na boisku i budowali ataki pozycyjne. Żółto-niebieskim brakowało dokładności przy dośrodkowaniach, ale zaskoczyli gospodarzy stałym fragmentem gry. Piłkę w pole karne wrzucił z autu Damian Zbozień, a Dawid Sołdecki głową pokonał bezradnego Mariusza Pawełka.

ARKA JAK DOMEK Z KART

Goście mieli korzystny wynik i – co ważne – nie cofnęli się do defensywy, ale stwarzali kolejne okazje. Wydawało się, że zespół Leszka Ojrzyńskiego będzie spokojnie rozgrywał piłkę, a mając w składzie dobrze dysponowanego Dariusza Formellę, podwyższy wynik. Organizacja gry Arki posypała się jednak jak domek z kart przy pierwszym błędzie obrony. Po faulu i dośrodkowaniu w pole karne przyjezdnych, piłkę strącił Ryota Morioka, a z najbliższej odległości do bramki wpakował ją Mariusz Pawelec. Żółto-niebiescy nie zdążyli nawet przeprowadzić akcji w ofensywie, a już stracili kolejnego gola. Idealne podanie z połowy boiska odebrał Robert Pich i w sytuacji sam na sam pokonał Pavelsa Steinborsa. Sześć minut później to samo zrobił Kamil Biliński, który wykorzystał fatalną stratę Krzysztofa Sobieraja i Arka znalazła się „na deskach”. Trzy groźne akcje Śląska poskutkowały trzema golami straconymi przez gości.Gdynianie mieli mecz pod kontrolą, ale stracili koncentrację i do przerwy przegrywali 1:3. 

DRUGA POŁOWA BEZ EMOCJI

Drugą połowę znów lepiej rozpoczęła drużyna z Trójmiasta. Blisko zdobycia bramki był Sobieraj, znów głową próbował Sołdecki i kiedy wydawało się, że Arka jest blisko kontaktowego trafienia, kolejny raz „zaspała” defensywa. Po fatalnej stracie na własnej połowie, piłkę przejął Morioka i posłał idealne podanie do Mario Engelsa. Niemiec bez problemów pokonał Steinborsa. Od tego momentu obie drużyny sprawiały wrażenie czekających do końcowego gwizdka. Goście próbowali jeszcze zdobyć bramkę, ale w pobliżu pola karnego rywala byli bezradni. Najlepsze wrażenie sprawiał wprowadzony Michał Nalepa, ale nie mógł sam odwrócić losów meczu. Śląsk groźnie kontrował, ale nie był już tak zdeterminowany jak w pierwszej połowie. Wrocławianie utrzymywali się przy piłce i spokojnie "dowieźli" korzystny rezultat do końcowego gwizdka.

FATALNA SYTUACJA ARKI

Arka zagrała tak, jakby utrzymanie w lidze miała już dawno zapewnione. Gdynianie starali się rozgrywać piłkę, zdobyli bramkę, ale zespołowi ewidentnie brakowało koncentracji i determinacji. Żółto-niebiescy grali niedokładnie i tracili piłkę na własnej połowie. Mając korzystny wynik pozwolili Śląskowi rozwinąć skrzydła, przejąć inicjatywę i bez problemów wygrać bardzo ważny mecz. Arka, na dwie kolejki przed końcem ligi, jest na przedostatnim miejscu i ma o jeden mecz rozegrany więcej od bezpośrednich rywali w walce o utrzymanie. Biorąc pod uwagę formę zespołu – sytuacja jest fatalna.

Śląsk Wrocław - Arka Gdynia 4:1 (3:1)

Tymoteusz Kobiela