Sport
fot. Krzysztof Mystkowski/KFP

piątek,

19 maja 2017

12:18

Arka gra we Wrocławiu, a Siemaszko wie jak strzelać Śląskowi

Już tylko 3 mecze pozostały piłkarzom Arki Gdynia w tym sezonie ekstraklasy. Drużyna po wtorkowej porażce na własnym stadionie z Wisłą Płock spadła na przedostatnie miejsce w tabeli. Żółto-niebiescy, aby wydostać się ze strefy spadkowej powinni dziś wygrać we Wrocławiu ze Śląskiem.
2 ZWYCIĘSTWA ZE ŚLĄSKIEM I 2 GOLE SIEMASZKI

W rundzie jesiennej Arka wygrała u siebie ze Śląskiem 3:0. Wówczas żółto-niebiescy prezentowali najwyższą formę w tym sezonie. Niesieni entuzjazmem związanym z awansem do ekstraklasy byli bardzo groźni na stadionie przy Olimpijskiej, o czym przekonali się zawodnicy Śląska. W tym zwycięskim spotkaniu gole dla gospodarzy zdobyli Marcus Vinicius da Silva z karnego i Rafał Siemaszko. Była to trzecia kolejna wygrana bez straty gola w lidze ekipy prowadzonej wówczas przez Grzegorza Nicińskiego.

W kolejnych tygodniach Arka traciła formę i obniżała się w tabeli, ale we Wrocławiu potrafiła powtórzyć wynik z pierwszego meczu ze Śląskiem. Na listę strzelców znów wpisał się Rafał Siemaszko, a także Michał Marcjanik, którego dziś zabraknie na boisku. Stoper żółto-niebieskich będzie pauzował za dwie żółte, a w konsekwencji czerwoną kartę w meczu z Wisłą

- Jeszcze mamy 3 kolejki i wszystko może się zdarzyć. Jeżeli teraz zdobędziemy 3 punkty we Wrocławiu, to nadal będziemy w dobrej sytuacji. Naprawdę nie patrzymy na innych tylko na siebie. Jeszcze wszystko zależy od nas- mówi Rafał Siemaszko.

32-letni napastnik wiosną strzelił 5 ze swoich 9 goli w tym sezonie. Zaliczył także 2 trafienia w Pucharze Polski i w dużej mierze od jego postawy zależy ofensywa Arki. Gdynianie mają jednak ogromne problemy z kreowaniem sytuacji podbramkowym, co było bardzo widoczne w meczu z Wisłą. Mimo dużej przewagi w posiadaniu piłki, groźnych strzałów było jak na lekarstwo.  W oczy kole zwłaszcza mała liczba bramek zdobytych z gry. W tym elemencie Arka jest najgorsza w lidze.

NIE MA MIEJSCA NA KALKULACJĘ

Śląsk ma tyle samo punktów co Arka, ale znajduję się tuż nad strefą spadkową. Podopieczni Jana Urbana od początku sezonu grają bardzo nierówno. W ostatnim spotkaniu na własnym stadionie byli bezwzględni dla Ruchu Chorzów wygrywając 6:0, ale później przegrali derbowe starcie w Lubinie z Zagłębiem 0:2.

- Wyciągnęliśmy wnioski po porażce z Wisłą. Wiemy, że musimy być bardziej uważni w obronie i uważać na kontry. Śląsk na pewno nie postawi tak szczelnie zamkniętej obrony jak Wisła Płock. To może być bardziej otwarty mecz - uważa Mateusz Szwoch.

Jeśli słowa pomocnika żółto-niebieskich znajdą odzwierciedlenie na boisku możemy spodziewać się spotkania, w którym obie drużyny będą chciały grać w piłkę i stwarzać sytuacje podbramkowej.  W sytuacji w jakiej znalazły się Arka i Śląska, kalkulacja nie jest wskazana.

- Na pewno nie będzie łatwo. Arka na pewno nie przyjedzie do nas i się nie położy. Oni chcą zdobyć punkty. Musimy być gotowi na to, że ten mecz może mieć różne fazy- mówi Kamil Biliński, który w wygranym spotkaniu z Ruchem Chorzów skompletował pierwszego w ekstraklasie hattricka.

Kamil Biliński w tym sezonie ekstraklasy zdobył 8 goli i jest najlepszym strzelcem Śląska. Napastnik, który wyróżniał się skutecznością na Litwie w rodzimej lidze zawodzi i nie wiadomo czy przedłuży kontrakt z wrocławskim klubem. Oprócz Bilińskiego Arkowcy powinni zwrócić uwagę na Ryotę Moriokę, który poza tym, że strzela ( 7 goli) potrafi kreować partnerów i napędzać ataki drużyny. Podobnie rzecz ma się z Robertem Pichem, który zdobył 7 bramek.

Dziś Śląsk będzie musiał radzić sobie bez kontuzjowanego Adama Kokoszki, który nie zagra do końca sezony i pauzującego za kartki Sito Riery. Wrocławska ekipa to najgorsza drużyna "domowa" drużyna w ekstraklasie. Na własnym stadionie wygrali tylko 4 mecze.
mh