Sport
Bramkarz Pavels Steinbors Fot. Agencja KFP/Krzysztof Mystkowski

poniedziałek,

15 maja 2017

22:14

Do szatni wróciła pozytywna energia. Czy Arka po Wiśle odpłynie z dolnych rejonów tabeli?

- Zrobiłem parę głupich błędów i musiałem to przetrawić. To była walka z samym sobą. Cieszę się, że do szatni wróciła pozytywna energia. W drużynie są ludzie, którzy potrafią pobudzić zespół - mówi przed meczem z Wisłą Płock bramkarz Arki Gdynia Pavels Steinbors.

TWARDZIEL SIEMASZKO

Piłkarze Arki Gdynia wygraną z Górnikiem Łęczna zakończyli serię dziewięciu meczów bez ligowego zwycięstwa. Talizmanem żółto-niebieskich kolejny raz okazał się Rafał Siemaszko, który zdobył zwycięskiego gola, ale doznał także kontuzji dłoni. Ewentualny brak autora 9 trafień w tym sezonie ekstraklasy byłby ogromnym osłabieniem Arki.

- Rafał to prawdziwy twardziel, jeżeli będzie mógł zagrać, na pewno pojawi się na boisku - mówi trener Leszek Ojrzyński. Sam zawodnik także zapewnia, że ból i opuchlizna nie zniechęcą go do występu w meczu z Wisłą Płock.

PEŁNA KONCENTRACJA

Żółto-niebiescy mają do wyrównania rachunki z "Nafciarzami". W meczu kończącym rundę zasadniczą przy Olimpijskiej padł wynik 1:1. Wisła doprowadziła do remisu w ostatniej akcji spotkania, kiedy Jose Kante pokonał z rzutu karnego Pavelsa Steinborsa.

- Karne to loteria. Zawsze obserwujemy rywali i trenujemy ten element. W meczu jednak niczego nie przewidzisz. Rzut karny to możliwość dla bramkarza, by pomóc swojej drużynie. Powinniśmy doprowadzić do takiego wyniku, żeby w końcówce nie było nerwów i żeby znów rzut karny nie popsuł nam nastrojów - mówi Steinbors.

WYCIĄGNĄŁ WNIOSKI

W ostatnim meczu z Górnikiem Łęczna Arka po raz pierwszy od 2,5 miesiąca nie straciła bramki, dlatego trener Leszek Ojrzyński nie ma potrzeby, by majstrować przy obsadzie bloku defensywnego. W bramce na pewno stanie Pavels Steinbros. W finale Pucharu Polski Łotysz zagrał ze względu na kontuzję Konrada Jałochy, ale fantastycznymi interwencjami na Stadionie Narodowym odkupił winy po fatalnym występie przeciwko Wigrom Suwałki.

- Zrobiłem parę głupich błędów i musiałem to przetrawić. To była walka z samym sobą. Dobrze, że klub po moich błędach nie ucierpiał. Mam filozofię w życiu, że cały czas trzeba walczyć. Jeśli dzieje się coś złego, trzeba próbować to zmienić, jeśli idzie dobrze, trzeba walczyć, żeby to utrzymać. Nigdy się nie poddaję - podkreśla Steinbors.

- Mam nadzieję, że wszyscy ożyli i będzie teraz lepiej. Pozytywna energia, którą gdzieś na chwilę zgubiliśmy, wróciła do szatni. Już przed meczem z Górnikiem było widać, że nastawienie jest lepsze, każdy był jak gladiator i naprawdę miło się patrzyło z tyłu jak graliśmy - zaznacza 31-letni bramkarz, który w tym sezonie wystąpił w zaledwie pięciu spotkaniach ekstraklasy.

Ostatnio Steinbors gwarantuje Arce spokój w bramce i niewykluczone, że jeśli utrzyma dobrą dyspozycję, a żółto-niebiescy będą punktować, Łotysz nie odda już Jałosze miejsca w pierwszym składzie.

WISŁA PRZYJEDZIE PO UTRZYMANIE

Dla Wisły przyjazd do Gdyni to druga szansa na utrzymanie. Zespół z Płocka w 30. kolejce był o włos od zapewnienia sobie miejsca w grupie mistrzowskiej ekstraklasy i zachowania ekstraklasowego bytu. Remis z Arką przez chwilę smakował podopiecznym trenera Marcinka Kaczmarka niczym zwycięstwo.

Euforia szybko ustąpiła jednak miejsca rozczarowaniu, kiedy okazało się, że "Nafciarze" znaleźli się tuż pod kreską. Teraz Wisła ponownie w Gdyni może zapewnić sobie utrzymanie. Stanie się tak, jeśli wygra z Arką, a porażek doznają Górnik Łęczna i Ruch Chorzów.

mh