Koncerty RG
Black Label Society w B90 fot.Marcin Jarmołowicz

piątek,

13 marca 2015

12:45

Black Label Society zagrał w B90

„Polish power chapter, love you”, czyli wyznanie miłości od Black Label Society. Na koncert amerykańskich muzyków czekało wielu fanów. Nie dziwi więc wypełniony po brzegi gdański klub B90. Ciężkie brzmienie i długie solówki to atrybuty BLS.

Gwiazdy wieczoru miały poprzedzić dwa supporty. Niestety publiczność miała okazję usłyszeć tylko Crobot, ponieważ wokalista zespołu Black Tusk złamał nogę, skutkiem czego grupa nie zagrała tego wieczoru.

O godzinie 21 nadszedł czas na Black Label Society. Po pierwszych mocnych dźwiękach kotara z logiem grupy opadła w dół i fani zobaczyli Zakka Wylde’a (wokal, gitara), Johna DeServio (bas) Dario Lorina (gitara) oraz Jeffa Fabba (perkusja). Koncert dopieszczony był w każdym calu, nie tylko muzycznie, ale i wizerunkowo. Amerykanie dali prawdziwe show: gra świateł, dym, teatralne solówki gitarowe, w trakcie których Zakk zakładał gitarę za głowę czy też unosił instrument niczym ksiądz hostię na mszy, a później ją ucałował. Zadbano także o taki szczegół jak przystrojenie stojaka na mikrofon krzyżem i czaszkami.

Black Label Society przyjechało w ramach trasy promującej album „Catacombs of the Black Vatican”. Choć na set liście nie zabrakło starszych kawałków takich jak „Stillborn”, „Blessed hellride” czy „Suicide messiah”. Przez większość koncertu wokalista nie odezwał się do fanów, dopiero pod koniec Zakk przedstawił swój zespół i podziękował polskiej publiczności za energię, po czym usłyszeliśmy spokojne, jak na BLS, ballady: „Angel of Mercy” z najnowszej płyty oraz „In this river”.

Warto także wspomnieć o solówce Wylde’a, którą zagrał pod koniec jednej z piosenek. Muzyk dał się ponieść riffowej fantazji, która trwała 10 minut. Można powiedzieć, że to już nie solówka a pełnoprawny utwór na jeden instrument. Świetne brzmienie zespołu, dorównujące temu z albumu, choć niektóre partie wokalne zostały zaśpiewane nieco niżej niż słychać to po masteringu w studio. Żal do zespołu można mieć jedynie o to, że nie było bisu.

ap