Śniadanie w Radiu Gdańsk

Prowadzi: 

09:05

poniedziałek,

30 stycznia 2017

Dwukadencyjność w wyborach samorządowych. Działanie prawa wstecz? "To nie zasada konstytucyjna"

Wprowadzimy dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast - zapowiada prezes PiS. - Prawo nie może działać wstecz - komentuje opozycja. - Zmiana warunków prawnych zdarzenia przyszłego to nie działanie wstecz - odpowiadają politycy popierający pomysł rządzących.
Zmiany w ordynacji miałyby dotyczyć osób, które pełnią funkcje jednoosobowe, czyli wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Chodzi o wprowadzenie zasady dwóch kadencji - oznacza to, że po ich upływie dana osoba nie mogłaby już kandydować na to stanowisko.

JAK TO POWIEDZIEĆ LUDZIOM?

Na ten temat dyskutowali goście audycji: Magdalena Błeńska - posłanka Kukiz'15, Ewa Lieder - posłanka Nowoczesnej, Jerzy Borowczak - poseł PO, Marcin Horała - poseł PiS i Krzysztof Trawicki - wicemarszałek województwa pomorskiego z PSL.

- W sierpniu w stoczni gdańskiej wpisaliśmy wtedy w statut dwie kadencje. Uważam, że dwie kadencje wszystkich ludzi z wyboru, którzy podejmują decyzje - czy to jest przewodniczący związku zawodowego czy prezydent, wójt czy burmistrz - wystarczą. Moje prywatne zdanie z sierpnia 1980 roku: dwie kadencje i koniec - podkreślał poseł Jerzy Borowczak. - Ale jak powiedzieć mieszkańcom Pruszcza, Gdańska, Sopotu, Gdyni - kiedy oni swoich prezydentów wybierają od lat i to w pierwszej turze - że nie mogą ich wybrać na kolejną kadencję? To jest problem. O tym trzeba rozmawiać.

WIELOKADENCYJNOŚĆ NIE TAKA ZŁA?

Krzysztof Trawicki zwrócił uwagę na inny aspekt. - Ja przeszedłem wszystkie szczeble samorządu i gdyby na mnie patrzeć, to można powiedzieć, że wcale ta kadencyjność nie jest konieczna. Najpierw byłem wójtem gminy Zblewo, potem mnie nie wybrano, a potem znowu zatęskniono ze mną i znowu byłem dwie kadencje. Jak jest społeczność aktywna to doskonale sobie poradzą - mówił.

Wicemarszałek województwa pomorskiego z PSL był także wieloletnim wiceprezesem Pomorskiego Związku Gmin. - Mogę wyliczyć dziesiątki gmin, gdzie jest ciągłość władzy i to są te gminy bardzo dobrze rozwinięte. A tam gdzie była częsta rotacja, te gminy często odstają od rzeczywistości. Gdyby to miało być od razu i "wstecz" to wydaje mi się, że wszystkim zasadom prawnym to urąga, bo prawo nie może działać wstecz i to w rozumieniu europejskim i światowym - dodał.

"TO NIE ZASADA KONSTYTUCYJNA"

- Stworzenie na poziomie samorządów systemu całkowitego jednowładztwa wójta, burmistrza, prezydenta to jest fakt, w którym trzeba się mierzyć - mówił stanowczo Marcin Horała. - Na te osoby pracuje ogromny budżet promocyjny. To rzecz nie do pomyślenia w skali kraju, żeby na przykład jeden czy dwa procent budżetu państwa szło na promocję premiera czy jakiegokolwiek innego polityka. Tymczasem w wielu gminach, miastach tak właśnie się dzieje. Otwórzmy na przykład gazety lokalne i zobaczmy jakie tam są reklamy. W znacznej mierze są to reklamy albo bezpośrednio miasta albo spółek komunalnych albo takich branż, które mówiąc delikatnie muszą z miastem dobrze żyć, jak na przykład branża deweloperska. I zupełnym zbiegiem okoliczności te gazety bardzo tych prezydentów chwalą. Tego rodzaju mechanizmy działają i nie można na nie zamykać oczu - zaznaczał poseł PiS.

Odniósł się także do zarzutu o "działaniu prawa wstecz". - Nie ma artykułu w Konstytucji, z którym to rzekomo byłoby niezgodne. Zasada "prawo nie działa wstecz" nie jest zasadą konstytucyjną. Zmiana warunków prawnych zdarzenia przyszłego - jakim są wybory samorządowe w 2018 roku - ze swojej istoty nie może być działaniem prawa wstecz - dodał.

Zgodziła się z nim Magdalena Błeńska. - Ograniczenie władzy samorządów to był również nasz postulat. Co ważne, mówimy tutaj o władzy wykonawczej, a nie ustawodawczej. Co do argumentu, że byłoby to działanie wstecz - jest to argument bardzo nietrafiony. Można powiedzieć, że jak ktoś otworzył kiedyś firmę to w takim razie nie można zmienić prawa dotyczącego prowadzenia firm. Byłoby to absurdalne. Tak samo dotyczy to wyborów. Odbędą się w przyszłości i warunki, na jakich przyszłe wybory się odbędą możemy ustalać dzisiaj i nie jest to w żadnym stopniu działanie prawa wstecz - podkreśliła posłanka Kukiz'15.

MOŻE ZACZĄĆ OD POSŁÓW?

- Bardzo łatwo jest to rozmywać. Prawo nie działa wstecz, koniec i kropka - skomentowała ostro Ewa Lieder. - Jestem całym sercem za dwukadencyjnością, też miałam to w swoim programie. Tylko, że to powinny być pięcioletnie kadencje. Natomiast może tę kadencyjność zacznijmy od posłów i senatorów. Są tacy, którzy stanowisko piastują po dwadzieścia parę lat. Więc może zacznijmy od nas - proponowała.

Zwróciła się także bezpośrednio do posła PiS. - Ja rozumiem, dlaczego pan poseł Horała chciałby, żeby to prawo działało wstecz, rozumiem, że w Gdyni chciałby już wystartować i w innym przepadku nie przegoni prezydenta Szczurka. A tak czysty teren, spokojne działanie i może startować - mówiła.


mar