Nie Tylko Metropolia

Prowadzi: 

09:05

czwartek,

06 kwietnia 2017

Dwukadencyjność samorządowców to dobry pomysł? "Może ci, którzy odejdą, powinni mieć zapewnione pieniądze?"

Samorządowcy powinni rządzić maksymalnie przez dwie kadencje? To jeden z pomysłów Prawa i Sprawiedliwości na zmiany w ordynacji wyborczej. Zapytaliśmy pomorskich samorządowców co o tym myślą.

Pomysł komentowali samorządowcy z Pomorza w audycji Nie tylko metropolia. Program poprowadził Przemysław Woś. Jego gośćmi byli: Witold Namyślak - burmistrz Lęborka, Michał Majewski - burmistrz Kościerzyny i Paweł Lisowski - członek zarządu powiatu słupskiego z Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Witold Namyślak, burmistrz Lęborka, swoje stanowisko piastuje już szóstą kadencję. Zaznacza jednak, że bardzo ważny jest fakt, iż miał w tym czasie przerwy od rządzenia miastem. - Bycie przez przerwy np. 16 lat? To absolutnie nie jest dobry pomysł. Jednak zabronienie możliwości powrotu po jakimś czasie byłoby dziwne. Dwie kadencje po 5 lat - to dobra idea. Można spróbować swoich sił w innym miejscu i potem wrócić - komentował pomysł PiS.

- Nie jestem przeciwny, by wprowadzić dwukadencyjność. Wolałbym jednak, by te kadencje trwały po 5 lat. Patrząc na to, jak objąłem fotel po poprzedniku, to wprowadzenie zmian może zajmować bardzo dużo czasu. Nie byłbym też przeciwny temu, żeby takim odchodzącym samorządowcom zapewnić minimalną krajową. Po prostu przykro mi patrzeć na niektórych samorządowców, którzy teraz tułają się i nie mogą znaleźć rozwiązania - stwierdził Michał Majewski.

- Społeczny odbiór wprowadzenia takiej pomocy byłby bardzo negatywnie odebrany. Wójtem czy burmistrzem się tylko bywa. To funkcja z wyboru. Powinniśmy to mieć zawsze z tyłu głowy. Zwolennicy dwukadencyjności często mówią, że aktualny system tworzy patologie, a nawet dyktatury w gminach. W takim razie wyobraźmy sobie o czym będzie myślał wójt, który będzie wiedział, że piastuje już drugą kadencję. Jest duża możliwość, że będzie skupiony, by zapewnić sobie w przyszłości posadę - odpowiadał Paweł Lisowski.

Fot. Agencja KFP/Mateusz Ochocki

mili