Co za Historia

Prowadzi:  quellio_cron

12:05

środa,

18 stycznia 2017

70 lat od pierwszych powojennych wyborów do sejmu. "Komuniści wiedzieli na ile mogą sobie pozwolić"

- Stanisław Mikołajczyk domagał się 40 proc. mandatów dla ludowców. Miał nadzieję, że będąc w opozycji wpłynie na politykę komunistów - mówił gość programu Co za historia.

Gościem Wojciecha Sulecińskiego był Krzysztof Drażba, historyk z Instytutu Pamięci Narodowej. Tematem ich rozmowy były polskie wybory do sejmu z 1947 roku.

REFERENDUM JAKO EKSPERYMENT KOMUNISTÓW

Referendum z 1946 roku było doskonały poligonem doświadczalnym dla komunistów przed wyborami. Celem referendum było odwleczenie w czasie wyborów, które były wypełnieniem zobowiązań międzynarodowych. - Dzięki referendum poznali geografię polityczną. Zobaczyli, w których rejonach Polski mają najwięcej przeciwników. Poznali mechanizmy manipulacji i wiedzieli na ile mogą sobie pozwolić - mówił historyk.

NADZIEJE MIKOŁAJCZYKA

Komuniści chcieli porozumieć się z ludowcami ws. przeprowadzenia wyborów kontraktowych. Chcieli podzielić się mandatami poselskimi jeszcze przed głosowaniem. - Komuniści powtórzyli propozycję sprzed referendum, gdzie wbrew idei demokracji partie miały podzielić się łupem. O ile przed wyborami PSL, czując silne poparcie w społeczeństwie, nie zgodziło się na propozycje PPR-u, które proponowało im. 25 proc. głosów w sejmie. Tutaj propozycja została ponowiona - mówił historyk IPN-u. - Stanisław Mikołajczyk początkowo spuścił z tonu. Przed referendum w 1946 roku żądał 75 proc. głosów dla ludowców, w tym również dla komunistycznego stronnictwa ludowego. Tym razem domagał się 40 proc. licząc, że porozumie się z PPS-em.

- Mikołajczyk miał nadzieję, że nawet będąc w opozycji inteligencja i prawda, którą ludowcy chcieli przekazać społeczeństwu, wpłyną na politykę i będą łagodzić komunistów. Niestety tak się stało - mówił Krzysztof Drażba.


mro